poniedziałek, 21 października 2019

Kfason 7 - Krakowski Festiwal Grozy 2019




   Szkoda, że takich festiwali nie ma więcej w Krakowie! Kfason jak co roku zrzeszył grupę ludzi mocno wkręconych w atmosferę grozy i mroku, a także tematów poruszanych na ich wotum. Oczywiście osoby pojawiające się na tym evencie to pasjonaci. Nie spotkamy tu osób, z którymi zwykły szary człowiek kojarzy horror, ale jak się zagłębisz w temat, to o nich usłyszysz. Kfason przede wszystkim bazuje na prelekcjach, ale wśród atrakcji możesz sobie kupić książkę polskiego autora i nie tylko, lub można obejrzeć film.


Kfasonowe stoisko książkowe

   Wykłady prowadzą autorzy opowiadań grozy, wydawcy, działacze grozowi i zwykli pasjonaci badający zjawiska fikcyjności grozy, ale na poważnie. Mają fascynującą wiedzę. Zapewne nie wszyscy podparci stopniami naukowymi, ale nie na tym to polega. Różnica jest taka, że tematy poruszane na prelekcjach nie da Ci żadna szkoła czy uczelnia. Na każdym z trzech pięter krakowskiej Arteteki Wojewódzkiej Biblioteki w Krakowie było prowadzonych minimum po siedem wykładów. Niestety nie posiadam nadprzyrodzonej mocy bilokacji, żeby być na każdym wykładzie, ale bądźmy szczerzy - każdy szedł na wykład o takiej tematyce, jaka go interesowała. Oto co udało mi się posłuchać i przeżyć:
    Pomysłodawczynią całego projektu jest pracowniczka okolicznej biblioteki Magdalena Paluch, która przywitała przybyłych, dając nam błogosławieństwo świetnej zabawy. Pani Magdalena przez cały dzień była na terenie festiwalu i dbała, by wszystko było tip top. Za sam pomysł Kfasonu, który już po raz siódmy mógł nas ugościć - wieczny szacunek! Pierwszym wystąpieniem, jaki odsłuchałem była prelekcja pt. "Strzeż się! To właśnie Asylum", którą prowadził A. Wawras. Tytuł prezentacji był dla mnie mylny. Po pierwsze pomyliłem słowo Asylum ze słowem Arkham i myąlałem, że będzie to wystąpienie na temat twórczości H.P. Lovecrafta, który miasto Arkham wdrążał do swoich opowiadań. Następnie po przemyśleniu zrozumiałem swoją pomyłkę, ale połączyłem słowo "Arkham" z "Asylum" przywodząc na myśl grę "Arkham Asylum" myśląc, że wykład będzie o komiksowej grozie Batmana. Aż w końcu wziąłem się za tłumaczenie słowa "Asylum" i pomyślałem, że będziemy mówić o jakiś strasznych przytułkach. Jak ja bardzo wyobraźnią szarżowałem! Okazało się, że tu chodzi o wytwórnię filmów "The Asylum". Pan Wawras, swoją drogą bardzo przyjemny i dowcipny gość, zaprezentował nam popełnienia dystrybucji "The Asylum", która specjalizowała się w tzw. mockbusterach znanych i cenionych, często mainstreamowych filmów. Zostaliśmy przestrzeżeni przed tą wytwórnią, która wprowadzała fanów w błąd, ale jednocześnie zachęcano nas do pewnych tytułów, aby je zobaczyć dla przysłowiowej "beki" lub na odmóżdżenie do piwka. Prelekcja była ciekawa, otworzyła oczy na pewne produkcje, na które należy uważać. Co było najdziwniejsze, to niestety fakt, że poza mną na sali był jeden słuchacz... 
    W tym samym czasie na pierwszym piętrze W. Kowalewski i Krzysztof Biliński mówili o ezoterycznych inspiracjach w twórczości Tadeusza Micińskiego, gdzie zaprezentowano straszące obrazy Łukasza Gwiżdża. Obrazy te można było oglądać przez cały czas trwania festiwalu. 


Wystawa prac Łukasza Gwiżdża


Inne prace Gwiżdża ukazane na ulotce promującej

   Prelekcją numer dwa była dla mnie "Teoria i praktyka wywoływania duchów - o seansach spirytystycznych w XIX i XX wieku" prowadzona przez Michała Gacka. W  zeszłym roku już byłem na prezentacji pana Michała i byłem pod wrażeniem jego przygotowania się do tematu. Towarzyszyła mu bibliografia, na której opierał swoją prezentację. Tak było i tym razem. W międzyczasie przemowy książki wędrowały wśród słuchaczy, dzięki czemu każdy mógł sobie zapisać gdzie szukać informacji. Michał Gacek opowiadał o spirytystach wywołujących duchy pochodzących z Polski i innych części świata, działających w wieku dziewiętnastym i dwudziestym. Temat był ciągnięty w tak absorbujący sposób, że można było się zastanawiać czy faktycznie istnieją duchy. W końcu czy grozomaniak nie wierzy w nie? Nie byłoby zabawniej, gdyby pan Gacek nie podawał także przykładów pseudospirytystów, którzy byli pozerami i używali sztuczek podczas seansów. Stopa na twarzy jednej ze współwywołujących wygrała! Spora bibliografia oczywiście wędrowała od słuchacza do słuchacza. Na sali już było więcej ludzi, zatem przybyli musieli już kojarzyć pana Michała i wiedzieli, na jaki wykład się wybierają. 


Michał Gacek w trakcie swojej prelekcji
"Teoria i praktyka wywoływania duchów - o seansach spirytystycznych w XIX i XX wieku"

   
   Tuż po Michale Gacku to samo krzesło zajął Wojciech Gunia. Tym razem mieliśmy się przenieść do czasów klasyka polskiej literatury. Tematem Wojciecha był "Świat grozy Brunona Schulza". Schulza nie trzeba nikomu przedstawiać, chyba większość z nas czytała w liceum "Sklepy Cynamonowe". Nie jest zaskoczeniem przygotowanie tego tematu przez autora Wierd Fiction, gdyż twórczość Bruno Schulza kojarzymy jako dostatecznie mroczną, jako taką z półki Wierd, zaprezentował nam nieomylnie prelegent. Ta nieomylność była świetnie zaargumentowana koincydencją, jaką nam przedstawił pan Wojciech w zestawieniu Bruno Schulza z Howardem Lovecraftem. Tym zbiegiem okoliczności był fakt, iż obaj pisarze żyli w podobnych czasach i dotykały ich podobne doświadczenia. Kategoryzowanie ich opowiadań w tym samym terminem staje się więc ciekawym zjawiskiem. Panmaskarada i antyhumanizm zawarty w opowiadaniach naszego rodaka daje potężny wydźwięk w fikcji operowanej w świecie przedstawionym przez Schulza. Wyrazistość i sposób przedstawienia prelekcji nie zostawił nawet wątpliwości na pytania od słuchaczy. 


Wojciech Gunia rozpoczynający swój wykład pt.
"Świat grozy Brunona Schulza"

    Na pierwszym piętrze głos oddano kobietom w panelu "Groza jest kobietą", natomiast ja, będąc ciekaw innych form horroru, wspiąłem się na drugie piętro gdzie swój panel pt. "Groza kina alternatywnego" poprowadził Lethargus. Prelegent dał mi się poznać w poprzedniej edycji Kfasonu, podczas której wyświetlił swój film "Siedlisko" - niebywałe kino alternatywne utrzymane w konwencji starego kina przedwojennego. Tym razem Lethargus przejął rolę bardziej mówioną i chciał po raz wtóry zaprezentować widzom swoją twórczość. Nie był to seans jego filmu, a raczej ukazanie swojego podejścia do kina grozy. Bazując na swojej twórczości, zestawiał ją z klasycznymi formami rejestrowania obrazu i trikami filmowymi. Tłumaczył ich znaczenie i idealne wprowadzanie widza w klimat grozy. Przedstawił nam świat retro awangardy w filmie i wyjawił sekret pewnych scen, które nagrał, jak i które pojawiły się w wielu klasykach. Na koniec zaznajomił nas z recenzją swojego filmu od portalu Galeria Horroru. 
    Po prezentacji Lethargusa i ostatnich słowach autorek dyskusji "Groza jest kobietą", gdzie zdążyłem wysłuchać jedynie kilka słów o podejmowanych researchach przez piszące kobiety horroru, przyszedł czas na wyjście do paśnika. 
    Przerwa ukoiła nasze fizjologiczne i gastryczne pragnienia i po powrocie, na trzecim piętrze Maciej Wójcik prowadził już swoją prelekcję pt. "Inna rzeczywistość. Obraz świata w twórczości klasyków grozy, a współczesne im prądy myślowe i naukowe dające nowe poglądy na otaczający ich świat". W tym wykładzie mogliśmy być uraczeni przykładami światopoglądów Lovecrafta, Artura Machena, Blackwooda i im podobnych. Z krótkiej, lecz treściwej prezentacji wywiązała się dłuższa dyskusja o świecie nas otaczającym. Większość osób podobnie jak autorzy, powyżej przytoczeni doszli do wniosku, iż pozornie postępująca technologia i odkrycia mogą nas przerażać i choć uważamy, że wszystko już było, jest i nie ma nic nowego do przekazania, rozwijamy swą wyobraźnię, aby za jej pomocą dowieść naukowo, bądź nie, że coś przeoczyliśmy i możemy coś inaczej uczynić i nauczyć się czegoś nowego. 
    Przedostatnią i chyba najbardziej zabawną prezentacją była "Mapa polskich kryptyd" Unki Odyi. Odya przygotowała zestawienie "zwierząt", o których snute są legendy i pozostają w świecie baśni ludowych / lokalnych i fikcji. Nikt chyba nie spodziewał się, że aż tyle jest ciekawych gatunków w Polsce i że tyle zabawnych sytuacji mogło się wywiązać z historii o tych zwierzątkach. Unka Odya pokazała nam najciekawsze zwierzęta uznawane za nieistniejące, o których informacje udało jej się zdobyć. Ile się przy tym naśmiałem to moje :D Biskup morski, smok z Torunia, raptory z Rabki i najlepszy Borsuko - kaczka z dziwnym grzebieniem (nie pamiętam nazwy), który atakował mężczyzn zbierających grzyby. Te stworki umilały nam czas, a Unka okazała się sympatyczną osobą umiejącą rozbawić tematem, do którego podchodzą niektórzy na poważnie. 


Unka Odya prezentująca swoją
"Mapę Polskich Kryptyd"

   No i finał! Wystąpienie, na które najbardziej czekałem - Mikołaj Kołyszko z tematem "Skąd Lovecraft zaczerpnął postać wielkiego Cthulhu". Mikołaj jest autorem świetnego opracowania "Groza jest Święta", w którym wyczerpująco pochyla się nad twórczością Lovecrafta i jego wykłady na tematy Lovcraftiańskie zawsze absorbują, a sam autor potrafi naprawdę długo i wiele o nich mówić. Tym razem dowiedzieliśmy się, że podobnie jak w każdych religiach jest ten sam prorok czy Bóg, którego geneza jest podobna lub taka sama, tak Cthulhu ma swoich odpowiedników w ziemskich wierzeniach. Tych argumentów było dużo, a sam Mikołaj powoływał się na sporą liczbę mitologii. Między innymi majów czy inuitów (gdzie Tornasuk jest uważany za najwierniejszą inspirację i piszę o tym sam Lovecraft). Wisienką na tym torcie było odtworzenie filmu relacjonującego rytuały ku czci bogini Kali, nawiązujące do szatańskich sabatów i ukazujące, iż same rytuały wciąż są praktykowane. Na tym filmie mieszkańcy Indii spalali żywe zwierzęta, ludzkie kości czy przebijali włóczniami krowy, po czym odcinano im głowy, aby następnie oblać krowią krwią szamana i posążki. Ubrany w łańcuch z ludzkich czaszek szaman wprowadzał się w trans. Znakiem na to było potrząsanie głową dookoła z góry na dół, zamiatając długimi włosami, co bezsprzecznie przypominało ruchy sceniczne wielu death metalowców (przypadek?). Niestety kończący się czas nie pozwalał na to, aby film obejrzeć do końca. Zdecydowanie było to najciekawsze wystąpienie, skupiające na pierwszym piętrze wszystkich gości Kfasonu. Sposób, w jaki Mikołaj Kołyszko prezentował swój temat, był zachwycający i absorbujący do cna, a zwieńczenie po prostu, pisząc kolokwialnie - zryło banie! 


Mikołaj Kołyszko rozpoczyna prelekcję
"Skąd Lovecraft zaczerpnął postać wielkiego Cthulhu"

   Zupełnie na koniec przez dwie godziny toczona była rozmowa o tym "Co gryzie grozę, czyli rozmowy na 7-lecie Kfasonu". Niestety inne plany nie pozwoliły mi być do samego końca, bo może bym się dowiedział o nowych planach związanych z Kfasonem, ale mimo to czuję spełnienie i mam mnóstwo materiałów do przerobienia.
    Każdy, kto w jakiś sposób interesuję się grozą, horrorem i mrokiem, powinien wpaść do Krakowa na festiwal. Nawet dojechać z okolicy - WARTO!
    Dzięki za wszystko i do zobaczenia za rok :) 








środa, 16 października 2019

Joseph Murphy - Potęga Podświadomości



   Poradniki z definicji służą radą, jednak trzeba odkryć coś rewolucyjnego, aby taka książka - poradnik, dodatkowo zmieniła czyjeś życie. Poradniki, jak to z książkami bywa, są pisane, jedne ciekawiej, inne mniej. Zazwyczaj piszą je naukowcy i osoby, które świetnie przyswoiły wiedzę z danego tematu, a zdarzało się, że i filozofowie pisali poradniki. "Potęga Podświadomości" to poradnik psychologiczny, duchowy, ale pokusiłbym się o stwierdzenie, że także krypto socjologiczny, lekko zabarwiony ideologiami New Age. Choć z New Age to już przesadzone, bo sama ta ideologia wydaje się bardziej skomplikowana. Książka natomiast przedstawiona jest, jako uniwersalny poradnik dla odbiorcy bez względu na wyznanie, chociaż Murphy cytuję tylko Biblię. 
    W poradnikach mających na celu wyjaśnienie Ci praw umysłu, jego struktury i mechanizmów działania, a tym bardziej mających tym bardziej diametralnie zmienić Twoje życie, najbardziej irytujące jest powoływanie się na Boga, wiarę religijną i pismo święte. Mamy do czynienia z zaburzeniami i problemami czysto naukowymi, jednak pewni "specjaliści" chcą nas uleczyć nawracaniem. O dziwo w "Potędze Podświadomości" mimo nawiązań do Biblii, nie ma stricte narzucanego nawracania. Murphy piszę o wierze, ale nie jest to wiara religijna, lecz wiara w siebie i swoje myśli. 
    Bóg, Pan, czy jak jeszcze nazywamy brodatego człowieka spersonifikowanego, na naszego stwórcę jest tą podświadomością, o którą się rozchodzi w książce. Takie porównanie jest dużo przystępniejsze niż sztywne podpieranie się Bogiem czy niepokalanie poczętym nazarejczykiem. Bestseller ten pomógł ponoć wielu ludziom na całym świecie. Do poradników podchodzę dosyć sceptycznie, ale w tej książce było zawartych kilka prawideł, których mądry i rozgarnięty człowiek już dawno powinien sobie uświadomić. A skoro jest uświadomiony, to przechodzimy do podświadomości, gdzie kryją się nasze nawyki, lęki, blokady, wspomnienia. 
    To ma sens, gdy Murphy piszę, że z podświadomości biorą się wszystkie nasze czyny, uczucia i myśli. Dlatego daje pewnego rodzaju potwierdzenie, że to my jesteśmy Bogami.  Od myśli zaczyna się wszystko, co nas otacza, a więc przez myśli jesteśmy stwórcami, kreatorami naszej rzeczywistości. Powinniśmy zawierzyć myślom. Oczywiście tym pozytywnym, bo nie ma miejsca na złe rzeczy w naszym świecie. Musisz rozróżniać te złe od dobrych, nie przesadzać z nimi i koniecznie je kontrolować. To wszystko wspaniale brzmi, ale książka jest przesycona szkiełkami z różowych okularów. Inteligentny i ogarnięty człowiek widzi, jak świat działa i nawet jeśli nasze pozytywne myśli mają go tworzyć, to jednak nie da się zatuszować szalonego życia, jaki wprowadza chaos i złe zjawiska na świecie. Dlatego w niektórych momentach daję się odczuć wrażenie, że "Potęga Podświadomości" to książka dla naiwniaków i mydląca oczy. Prowadząca w racjonalnym i logicznym pojmowaniu świata do przymusowego okłamywania samego siebie. Nawet autor przyznaje, że podświadomość kieruje się prawem przymusu. Dzięki temu pojmowaniu zauważymy kilka rzeczy przeczących sobie. Joseph Murphy w jednym rozdziale piszę o słuszności danego zjawiska, a w innym rozdziale o jego niesłuszności i je potępia, albo na odwrót. To tak jakby pisał ktoś, kto nie wie jak naprawdę funkcjonują niektóre rzeczy. 
    Rozumiem, że książka ma wpoić niepoprawny optymizm, ale do końca nie da się tak. Poza tym w książce wytłumaczono pokrótce działanie sugestii, ale ta książka jest sama w sobie sugestią. Taki poradnik rzadko zmieni Twoje myślenie, ale jeśli świadom istnienia świadomości i podświadomości wiesz, że w tej książce jest trochę prawdy. Od czytelnika zależy czy wyłapie spoiwa łączące się w całość tego, co chciał zasugerować Murphy. Zasugerować, byle nie przesadnie. Trudno uwierzyć w przykłady osób, które za pomocą pozytywnego myślenia odzyskały zdrowie. Chociaż poza książkowy przykład Stephena Hawkinga jest najbardziej niesamowity, a polegał właśnie na takiej potędze umysłu i jego kontroli. Pytanie, czy te przykłady są prawdziwe, czy były to fejki? Tego się nie dowiemy. Nie mniej, jeśli chcesz przemeblować w swojej głowie, odwołuj się do podświadomości, medytuj, nie poddawaj się, walcz ze strachem i myśl pozytywnie o tym, co chcesz w życiu stworzyć.
    Autor przeczy temu w książce, ale poniekąd ta książka ma wywołać w Tobie uczucie odpuszczenia wszystkiego i skupieniu się na własnym ego i pielęgnowaniu go. Z drugiej strony daje Ci do zrozumienia, że jesteś sługą wszystkich ludzi, ale zaraz piszę, że możesz czuć się wolny. Ba! Że jesteś wolny. 
    Najbardziej podoba mi się rzecz o metodzie przemeblowania myśli, mówiąc do podświadomości na poziomie snu. Oneironautyka zna takie przypadki totalnej zmiany życia poprzez świadome śnienie i dostosowywanie podświadomości do swych wibracji. Dlatego to chyba jedyna metoda, której mogę potwierdzić słuszność. Reszta metod - jak zawsze w poradnikach - czyni cuda, ale nie wiadomo, jak ciężko z nią w praktyce. 
    "Potęga Podświadomości" to dobry suplement do poznania dobra wiedzy i doświadczeń kształtujących nasze pozytywne myślenie. Uważam, że można od tego zacząć swoją pracę ze sobą, nad sobą, nad swoją psychą i ogólnym samopoczuciem. Nie traćmy jednak czujności, bo gdy dzieje się coś złego, czasem pozytywne myślenie nie zmieni tego momentalnie i trzeba działać zgodnie z brutalną rzeczywistością. Nie przestawaj szukać - czytaj więcej, próbuj metod, łącz to, odsiewaj bzdurę, od tego co czujesz i znajdź prawdę leżącą sobie swobodnie na środku. Nigdy nie kończ rozwoju na tej jednej książce! 

Gatunek: Poradnik Psychologiczny
Rok: 2008
Wydawnictwo: Świat Książki

czwartek, 3 października 2019

Stephen King - Instytut



   Większość swoich sztandarowych dzieł King lubi spulchniać i jesteśmy do tego przyzwyczajeni. To w końcu kształtuje nas jako czytelników. Wydaje mi się, że "Instytut" można śmiało dodać do kanonu sztandarowych dzieł Stephena. "Instytut" to coś więcej niż thriller o ulubionym temacie Kinga, jakim są dzieci obdarzone nadprzyrodzonymi mocami. To pewnego rodzaju uchylenie rąbka tajemnicy. Na końcu powieści, w przypisie "Od Autora" mamy wspomnienie Russa Dora - przyjaciela mistrza i jego researchera. Autor piszę, iż Russ po wieloletniej pracy, jako rodzinny lekarz państwa King, stał się człowiekiem odpowiedzialnym za materiały dla naszego pisarza. Szczegół, że był nim już, jako lekarz. Jego drążenia przyczyniły się do tematów zawartych w "Dallas '63" czy choćby w "Pod Kopułą". Odpowiedzialność za wypłynięcie pewnych informacji, które de facto będą uznawane za fikcję, spoczywały ciężko na barkach pana Dora. Musiała to być wspaniała i inspirująca przyjaźń. Po co o tym piszę? Jak się okazuje to ważne, by zrozumieć tematykę "Instytutu". 
   Głównym wątkiem są porwania dzieci o nadprzyrodzonych zdolnościach parapsychicznych (telepatia i telekineza) oraz wykorzystywanie ich zdolności do celów wojennych i wojskowych, ściślej mówiąc - eksterminujących niewygodnych (w domyśle) złych ludzi. Rzeczy te oczywiście dzieją się w instytutach wybudowanych gdzieś na krańcach świata. Tyle wystarczy na temat fabuły, bo reszta byłaby spoilerem, a ta powieść jest trzymającą w napięciu przygodą, którą każdy sam powinien odbyć na kartach książki. 
   Główny wątek łączy się z panem Russem Dora, a raczej jego działaniami, w ten sposób, iż jego poszukiwania zazwyczaj skupiały się na tematach spiskowych, o których się nie mówiło. Tak jest i w przypadku "Instytutu". Nie jest to do końca powiedziane od autora, ale dotarłem do informacji, które mówią, że podobne sytuacje zawarte w powieści mają miejsce w świecie rzeczywistym. Osoba niegdyś szkolona w zakresie psychotroniki i manipulacji poinformowała mnie, w rozmowie na temat książki, że tak naprawdę, na świecie istnieje pewna liczba placówek, gdzie przetrzymuje się porwane dzieci i wykonuje na nich różne badania. Takowe działania ponoć istnieją już od lat 50-tych. Porwania dzieci, o których się nie mówi i placówki - instytuty to czyste teorie spiskowe, lecz te teorie są tak nazwane po to, aby mydlić ludziom oczy. O tym jest właśnie najnowsza powieść Stephena Kinga. Pytanie tylko czy zastanawiał się nad powagą sprawy, o której piszę? 
   Dzieci są fascynujące i mają w sobie pewną moc, siłę, coś, co pozwala im widzieć rzeczy takimi, jakimi są, a dzięki swej nieskalanej wyobraźni są w stanie dokonać czynów niekiedy niemożliwych. Stephen King uwielbia czynić swoich bohaterów dziećmi. Wyjątkowy chłopak - Luke, pokazuje nam swą bystrość, mądrość i odwagę. Po raz kolejny także dowiadujemy się, jak silna potrafi być przyjaźń. A przede wszystkim możemy wyobrazić sobie, jak bardzo cierpią dzieci poddawane torturze, ale... są bardziej niezłomne niż przeszkoleni żołnierze. 
   Mówi się, że "Instytut" jest zlepkiem najlepszych powieści Kinga. Te wrażenie wzbudza w nas typowy dla Kinga motyw - dzieci i moce parapsychiczne. Kilkakrotnie te tematy pojawiały się choćby w "Doktor Sen", "Łowca Snów" czy kultowym "TO". "Instytut" swą specyfiką i klimatem przenosi nas do świata serialu "Stranger Things", lecz ulokowanego głównie w jakiejś organizacji sekretnego budynku. "Instytut" wciąga do swego wnętrza swą telepatyczną i telekinetyczną mocą. Poznanie jego wnętrza dla czytelnika będzie niezapomnianą przygodą!

Gatunek: Thriller, Przygodowy
Rok: 2019
Wydawnictwo: Albatros

poniedziałek, 23 września 2019

Michel Houellebecq - Cząstki Elementarne



   Dziwniejszej książki chyba w życiu nie czytałem! Trzeba ostrzec na wstępie, że jest to literatura 18+. Można by ją uznać za gorszącą, gdyby nie fakt, o którym pisze autor i zaznacza, że ta książka w całości powinna być traktowana jako fikcja. Mimo to nie da się nie zauważyć, jak dobitnie opisano brutalną rzeczywistość upadku moralnego, jaka nas otacza. Ta opowieść jest skandaliczna, pełna gorzkiej dekadencji i zepsucia. Jedni stwierdzą, że to majstersztyk prozy absurdalnej, drudzy poczują odrazę i niesmak (Houellebecq się nie patyczkuje i wprost pisze to, co wszyscy myślą, uważają i robią), a inni znowu pomyślą, że jest to głupie i sobie podarują. 
   Tytuł sam nic nie zdradzi, a jego znaczenie odnosi się do naukowej metafory, tego kim jesteśmy i na co się składa nasze życie. Pierwotnie można się zastanawiać czy płycizna bijąca z treści książki ma naprawdę odstręczać, czy jest ona celowa. Mogę spokojnie potwierdzić, że jest celowa, bo w przeciwnym razie byłaby pozbawiona innych wartości, które dodają inteligenckiego sznytu. 
To powieść zmiksowana. Są w niej dekadencja, filozofia, krytyka, erotyka, ale wszystko utrzymane w klimacie negatywnego i brutalnego przekazu. Ta pozycja może Cię naprawdę zdołować. Czytanie jej i równoczesne analizowanie realiów, jakie nas otaczają w XXI wieku i już od XX wieku oddziałują tak depresyjnie, jak palenie dopalacza o nazwie "Tajfun". 
    Książka w dużej mierze opisuje hedonizm i pewne życiowe wybory. Wszystko podszyte ogromną ilością seksu. Czytając, kartka za kartką, czuć było tę spermę zostawianą na łożach bohaterów. Seks obecny w powieści był czymś normalnym niczym jedzenie, spanie, codzienna praca czy nawet oddychanie. Autor przyznaje, że nasze myśli na okrągło oscylują wokół seksu. Tak u mężczyzn, jak i u kobiet. W powieści pomimo rozwiązłych kontaktów seksualnych, dzielonych na rozkosz i prokreację, poznajemy kolejne zjawisko powszechne i obecne, jako coś normalnego - samotność. Autor, rozwiewając wszelkie akty seksualne, temperuje libido bohaterów i ich powodzenie u partnerów smutną zabawą masturbacyjną, która ukazuje nam szerokie horyzonty samotności i problemy wiążące się z nią. Największym problemem i epidemią, która wstrząsa nami przez wybór, jaki dokonujemy w życiu, jest brak miłości. Prawdziwej miłości, jako uczucia, jako czułości. To nas dobija, kiedy zrozumiemy, że faktycznie tak jest. Okłamujemy się, ciesząc się z życia partnerskiego i bujnego życia erotycznego, podczas gdy w rzeczywistości, będziemy tracić czas mogący spędzić z ukochanym / ukochaną i być naprawdę szczęśliwymi, znacząc dla kogoś wszystko. Wypadki chodzą po ludziach, a przesada z pewnymi praktykami przyszpila, kończąc buńczuczne podboje. Jedyne co nam zostaje w życiu - to co chcemy robić - praca, nauka, rozmyślanie, tworzenie. Nawet jeśli ktoś tego nie doceni, tylko to może nas wyzwolić i pozwolić w jakiś sposób zapomnieć o naszej samotności. 
    O "Cząstkach Elementarnych" można pisać rozprawki filozoficzne i bez względu na to, że to fikcja, po przeczytaniu książki, Twój świat już nigdy nie będzie taki sam. Ta książka jest druzgocąca i potrzeba nerwów oraz abstrakcyjnego myślenia, aby przez nią przebrnąć. Końcem końców chodzi w niej o to, że zmierzamy do samozagłady. Zmierzamy do niej będąc podstawą takiej niszczejącej struktury - cząstką elementarną. 
    Wydaje mi się, że tę książkę każdy zrozumiałby inaczej (oczywiście ten, co przez nią przebrnie). Fabularnie nic tu nas nie zaskoczy. Stricte fabuły tu nie ma, nie mniej głównymi bohaterami są przyrodni bracia, których życie przedstawiane jest w dekadenckiej formie. Bruno i Michel - niby swoje przeciwieństwa, a jednak wiele ich łączy. Ich rozmowy to istna batalia filozoficzna, a od czytelnika zależy czy to, co przeczyta, będzie odzwierciedleniem zrzucenia z oczu pewnych klapek. Hipisi, seks, Aldous Huxley, seks, niezdolność do odczuwania emocji / uczuć, seks, nauka i seks - takie tło towarzyszy czytelnikowi w tej dystopijnej podróży przez ścieżkę zmetaforzoną pomiędzy biologiczną treścią, a podprogową rzeczywistością usłaną tą fikcją.
    Czym zatem jest sens naszej egzystencji, gdy wszystko sprowadza się do jednego?

Gatunek: Literatura Piękna, Fikcja
Rok: 2015
Wydawnictwo: W.A.B.

wtorek, 3 września 2019

Adam Ostrowski - O.S.T.R. Brzydki, Zły i Szczery



    Autobiografia Adama Ostrowskiego, znanego wszystkim jako O.S.T.R. to nie do końca autobiografia. To raczej podsumowanie działań artystycznych z przepiękną puentą do przemyślenia. O.S.T.R. to jeden z najwybitniejszych muzyków dzisiejszych czasów w Polsce. Hip-Hop to kultura, którą wybrał i tryb życia w tej kulturze jest oczywisty - rzadko polega na zdrowiu. Adam więc w swym biogramie przywołuje swój tryb życia, miłość do hip-hopu i procesów twórczych oraz to, za co tego człowieka uwielbiamy, czyli niezanikający humor. Ta lektura jest tak lekka, że w ciągu dwóch dni można ją śmiało wchłonąć. Nie wymaga od nas niczego poza umiejętnością czytania. No, warto byłoby też znać środowisko hip-hopowe. 
    O tej książce wiele nie trzeba mówić, bo sama się sprzedaje i jest ciekawą pozycją nie tylko dla fanów O.S.T.R.-a, ale i dla każdego lubiącego się pośmiać  zabawnych historii z życia. Nie zliczę momentów, kiedy się uśmiechałem albo chciałem wybuchnąć śmiechem. Ta książka jest tak pozytywna, jak jej autor. Przygotujcie się jednak na język typowo hip-hopowy i na wulgaryzmy. Sęk w tym, że bluzgi wcale nie przeszkadzają i chyba tylko mega wrażliwi poczują się urażeni, czytając taki język. 
    Zabawne sytuacje zdarzające się O.S.T.R.-owi będą upiększać szare sprawy nieodłączne w naszej rzeczywistości. Adam wytłumaczy nam także, ze swojej strony, pewne konflikty. Dowiemy się, jak i w jakich okolicznościach powstawały kolejne albumy O.S.T.R.-a. Przeczytamy, jak wielka jest miłość Adama do muzyki i jak wielki determinizm kieruję nim, by coś stworzyć. Tak samo przeczytamy o koncertach, na których jak się okazuje zawsze towarzyszy trema. Nawet choroba nie przeszkodzi mu, aby dał z siebie wszystko. 
    W końcu humor ustępuję refleksjom na temat problemu Adama z płucem. Mimo to wiemy, że dobry czarny humor dopisuje O.S.T.R.-emu, kiedy lekarze mówią mu, że nie powinien już żyć. Kwitując to śmiechem całemu i zdrowemu udaje się wrócić z operacji. Natomiast z pełną powagą i świadomością kończy swą książkę jednym prostym wnioskiem, ale jakże trudnym do pojęcia dla wielu - że to rodzina i jej przyszłość jest najważniejsza! Niniejszym dla każdego z nas to Ostatnia Szansa Tego Rapu!

Gatunek: Autobiografia
Rok: 2019
Wydawnictwo: Wielka Litera

środa, 28 sierpnia 2019

Stephen King - Doktor Sen



   Kolejna adaptacja filmowa powieści Kinga w listopadzie w kinach i z tej okazji postanowiłem jeszcze jeden wpis zrobić o kolejnym tytule mistrza grozy. Tym razem kontynuacja klasyka. "Lśnienie" uznawane przez większość za najlepsze dzieło Kinga i jego ekranizacja, będąca nieodłącznym elementem popkultury, w 2013 roku doczekało się swojej kontynuacji. Kto by się spodziewał? Ale wyszło fantastycznie! Wszystko, co zmobilizowało autora do opowiedzenia nam, co się działo z Dannym Torreance'm po incydencie z Hotelem Panorama, opisuje w krótkiej notce "od autora", znajdującej się na końcu powieści.
    Pokuszę się o przytoczenie tych słów i zgodzenie się z nimi poprzez wrażenia, jakie odniosłem po lekturze "Doktor Sen". Ogromna różnica jest pomiędzy czytaniem współczesnego Kinga a pierwszego Kinga, mającego problemy z alkoholem. Oceniając "Doktor Sen"względem "Lśnienia" trzeba zauważyć, jak zmieniły się Kingowskie przyzwyczajenia. "Doktor Sen" czyta się o wiele lżej. Bardziej wciąga i nie ma typowych dla Kinga przydługich opisów. Wszystkie opisy są krótkie, zwięzłe i w prosty sposób opisują nawet skomplikowane szczegóły. Ta powieść wchodzi szybko jak leki nasenne i wciąga jak sen we śnie.
    "Lśnienie" w swym czasie było rozpaczliwym wołaniem autora i czuć było, że Jack Torreance był alko-ego autora, którego zamknął na łamach powieści, pozwolił mu oszaleć i wyżyć się na własnej rodzinie. "Doktor Sen" natomiast jest uratowaną duszą autora ukazującą się w powieści jako syn Jacka - jabłko, które pada niedaleko od jabłoni - silniejszy dzięki swej zdolności, jaką jest jasność. Mowa o jabłku, bo tak jak ojciec Danny, a raczej już dojrzały Dan jest alkoholikiem jak jego ojciec. Tyle że jemu pomogło AA i tatuś powinien być dumny.
    Krótkie podsumowanie konsekwencji po wydarzeniach z Hotelu Panorama, opowiada nam o tym, jak mały Danny, opanowywał swój dar. Następnie śledzimy zmagania Dana z "rodzinnym" uzależnieniem. W międzyczasie bohater dostaje pracę w hospicjum, gdzie pomaga ciężkim przypadkom przejść na drugą stronę, rozmawiając z nimi o śnie. Stąd dostaje przydomek Doktor Sen i staje się bardziej niezbędny niż prawdziwi lekarze. Podczas gdy Dan pracuje i walczy z nałogiem, gdzieś pojawiają się tacy jak on. Obdarzeni jasnością, lecz tworzący długowieczną społeczność o dźwięcznej nazwie niczym satanistyczne społeczeństwo - Prawdziwy Węzeł. Rozwijają swoje umiejętności do złych celów. Zabijają inne jaśniejące dzieci, wysysając im moc, nazywaną przez nich parą. To czyni ich silniejszymi i długowiecznymi.
    W innym miejscu rodzi się potężniej obdarzona dziewczyna - ją już wyczuwa Dan. Cały czas czuje jej obecność. Abra - bo tak na imię dziewczynce, od najmłodszych lat wykazuje paranormalne zdolności, które niepokoją jej rodziców. Kilka lat później Abra odczuwa obecność Dana. Dziewczyna wpada na trop Prawdziwego Węzła podczas ich łowów, kiedy zabijają młodego baseballistę Trevora. Po czasie ponownie wpada na ich trop i tym razem chce wziąć sprawy w swoje ręce, dlatego kontaktuje się z Danem, aby jej pomógł.
    Okazuje się, że Abra jest przyrodnią siostrzenicą Dana, co bardziej zacieśnia więzy, a pomoc Dana ma charakter rodzinny. To, co nazywamy jasnością, w głowach bohaterów, odbywa się niczym strumień zbiorowej świadomości. Tym razem jasność przedstawiona jest jak szósty zmysł, ponadprzeciętne wykorzystywanie mózgu. Wszystkie kontakty międzyjasnościowe, obrazy i przesłania są jak psychodeliczny trip kontrolowany przez obdarzonego. Pojawiają się też podróże astralne, podczas których bohaterowie mogą zamieniać się ciałami. Czytanie o takich umiejętnościach przywodzi na myśl mutantów z X-Menów. Choć to bardziej pasuje do Prawdziwego Węzła, gdzie każdy miał inną paranormalną moc. Przedstawieni członkowie Prawdziwego Węzła trochę przypominali cyganerię z powieści "Chudszy" Richarda Bachmana, dlatego trudno było się z nimi utożsamić.
    Dan i Abra moim zdaniem reprezentują nierozerwalną więź, a ich dar to niesamowita odpowiedzialność, którego fatum zawsze trzeba pokonać, by nie stać się ofiarą kolejnego ciągu niefortunności pozazmysłowych. Abra wraz z Danem uczą nas odpowiedzialności za swoje talenty, jak i tego, że da się żyć normalnie, będąc innym. Nie trzeba się upijać, by przytłumiać czyjeś głosy i nie trzeba udawać normalnego, by ktoś się o nas nie martwił.
    Decydujące starcie z Prawdziwym Węzłem znów transportuje nas do Panoramy na Dach Świata. Sen to nie tylko pseudonim naszego bohatera. Sen często pojawia się w powieści, a same wspomniane kontakty i połączenia międzyjasnościowe dzieją się jakby we śnie. Trudno powiedzieć czy "Doktor Sen" jest lepszy od "Lśnienia". Na pewno lżejszy, lepiej się go czyta i zdecydowanie zasługuje na miano kontynuacji.Zobaczymy, jak filmowcy, to pociągną w adaptacji, bo wyobraźnia przechodziła samą siebie!

Gatunek: Horror, Thriller
Rok: 2013
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka / Wydawnictwo Albatros

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Stephen King - TO



    Z okazji wznowienia powieści "TO" autorstwa Stephena Kinga i nadchodzącej premiery drugiej części filmu, postanowiłem napisać od siebie kilka słów o tym tytule. W lipcu udało mi się w końcu przeczytać całą książkę, po kilku podejściach i oto jakie były moje wrażenia.
    Jedna z najobszerniejszych "cegieł", jakie Stephen King napisał to zestawienie dwóch ludzkich perspektyw ukazanych w koncepcie strachu. Poza tym, że King jest jednym z najlepszych pisarzy, jest również znakomitym obserwatorem. W "TO" ukazał zależność pomiędzy strachem dorosłych a strachem dzieci. Zapytajmy jednak samych siebie, czym jest "TO"? I nie chodzi mi o TO w sensie istoty, a raczej o "TO" w sensie powieści. Zaliczamy ja do horroru, lecz to także przygodówka. Bezpruderyjna przygodówka obnażająca prawdziwość obyczajów dorastających dzieciaków. U Kinga nie ma granic, a prostota, jaką opisuję, nie jest prostacka, a wręcz brutalna i skłaniająca do wniosków, że przecież tak właśnie jest!
    Największym problemem z czytaniem Kinga są opisy. Wiele osób ze względu na opisy ucieka od Kinga. W "TO" jest tych opisów sporo i mi też zdarza się zdegustowanym opisami Kinga, lecz w "TO" nic mnie nie męczyło, nawet opisy. Zrozumiałem ich istnienie. To dosyć proste. W przypadkach takich "spaślaków" jak "TO" opisy są bardzo potrzebne, aby czytelnik poznał psychologiczny profil bohaterów. Jedynymi momentami, gdzie gubiłem się z akcją, były interludia pisane przez Mike'a. Starałem się zestawić je z psychiką bohatera, lecz jedyne co mi przychodzi do głowy to, że interludia są zbędne.
    "TO" jest sentymentalnym ukłonem w stronę młodości, kiedy miewało się prawdziwe wakacje, prawdziwych przyjaciół i prawdziwe lęki. Bohaterowie (Billy, Mike, Beverly, Ben, Richie, Stan i Eddie - samozwańczy klub frajerów) stają przed widmem niepokojącym miasteczko Derry. Widmo, zjawa, klątwa jest "TYM" - czyli zjawiskiem przybierającym różne formy. Jak to bywa u Kinga - nadprzyrodzoną moc widzenia "TEGO"mają tylko dzieci. TO materializuje się w to, czego dane dziecko się boi, ale najczęściej jako klown (połączenie Ronalda McDonalda z muppetem z Ulicy Sezamkowej) z czerwonym balonem, nazywany Pennywise'm. Dzieciaki pokonują swój strach przed Pennywise'm, ścierając się z nim, ale wcześniej pokonują swoje inne strachy. Pennywise zabija dzieci, dlatego trzeba się go pozbyć, a nie pokona go nikt inny poza dziećmi, bo nikt inny go nie widzi. Możesz go zobaczyć, jedynie mając w sobie coś z dziecka. Cykl zatacza koło co 27 lat i po tym okresie TO znów wraca. Bohaterowie już dorośli - z rodzinami, sukcesami i karierami - spotykają się ponownie by zniszczyć TO. Tym razem część z nich zginie, lecz pokonają pajaca na dobre!
    Powieść jest rozłożona na wątki z dzieciństwa i dorosłości, lecz spora większość bazuje na dzieciństwie. Nawet ostatni rozdział metaforycznie odnosi się do piękna dzieciństwa. To piękno staje się szkaradne i musi, bo King lubi nam czasem coś obrzydzić, dlatego pod koniec całej przygody bohaterów z młodzieńczych lat, by wyjść z kanałów, w celu zaciśnięcia więzi, każdy z chłopaków odbywa akt seksualny z Beverly. Czy jest to symbol przemiany w dojrzalszych bohaterów? Nie wiem, ale King w tym momencie przesadził i jak nasza sympatia do dzieciaków z Derry rosła wraz z ich odwagą i dalszymi perypetiami podziwiając ich nieskazitelność, tak w jednym krótkim momencie brutalność Kinga, obrzydza nam ich niewinność. 
    Najlepszym co można było trafić w całej opowieści, było starcie Billy'ego z pajęczycą i wizje, jakie ukazywały się jąkale. Podobnie wizja powstania "TEGO". Były to psychodeliczne miraże, których opisy wzbudzały jednocześnie zachwyt i jakiś skryty pierwotny strach. "TO" jest idealną lekturą na wakacje (oczywiście dla dorosłych) dla tych, którzy chcą dreszczu, zestawionego z czymś co każdy pamięta z dzieciństwa albo już zapomniał. W powieści dostrzegamy powiew lat młodzieńczych, który towarzyszy nam od deski do deski. Jeśli uronimy łzę to wcale nie znak, że z nami coś nie tak, choć zapewne będzie to osobliwe, aczkolwiek tęsknota za młodością w połączeniu z wrażliwością  może popuścić pewne wodze. 
     O filmie z 1990 roku większość już zapomniała. Nową furorę biję film z 2017 roku, którego druga część we wrześniu 2019 i jeśli usłyszycie idiotyczne opinie, że czytając książkę spoilujecie sobie film - to was uspokoję, bo film jest zupełnie inny niż książka. Zapamiętajcie, że to dwie inne wizje! 
     Czy "TO" jest najstraszniejszą powieścią Stephena Kinga? Tego nie wiem, ale zrozumiałem za to, że strach dorosłego różni się bardzo od strachu dziecka. Jeśli chcesz widzieć więcej, bez względu na TO, jak przerażające TO jest - pozostań w duszy dzieckiem!

Gatunek: Horror, Przygodowy 
Rok: 1986 / 2019
Wydawnictwo: Albatros