wtorek, 3 września 2019

Adam Ostrowski - O.S.T.R. Brzydki, Zły i Szczery



    Autobiografia Adama Ostrowskiego, znanego wszystkim jako O.S.T.R. to nie do końca autobiografia. To raczej podsumowanie działań artystycznych z przepiękną puentą do przemyślenia. O.S.T.R. to jeden z najwybitniejszych muzyków dzisiejszych czasów w Polsce. Hip-Hop to kultura, którą wybrał i tryb życia w tej kulturze jest oczywisty - rzadko polega na zdrowiu. Adam więc w swym biogramie przywołuje swój tryb życia, miłość do hip-hopu i procesów twórczych oraz to, za co tego człowieka uwielbiamy, czyli niezanikający humor. Ta lektura jest tak lekka, że w ciągu dwóch dni można ją śmiało wchłonąć. Nie wymaga od nas niczego poza umiejętnością czytania. No, warto byłoby też znać środowisko hip-hopowe. 
    O tej książce wiele nie trzeba mówić, bo sama się sprzedaje i jest ciekawą pozycją nie tylko dla fanów O.S.T.R.-a, ale i dla każdego lubiącego się pośmiać  zabawnych historii z życia. Nie zliczę momentów, kiedy się uśmiechałem albo chciałem wybuchnąć śmiechem. Ta książka jest tak pozytywna, jak jej autor. Przygotujcie się jednak na język typowo hip-hopowy i na wulgaryzmy. Sęk w tym, że bluzgi wcale nie przeszkadzają i chyba tylko mega wrażliwi poczują się urażeni, czytając taki język. 
    Zabawne sytuacje zdarzające się O.S.T.R.-owi będą upiększać szare sprawy nieodłączne w naszej rzeczywistości. Adam wytłumaczy nam także, ze swojej strony, pewne konflikty. Dowiemy się, jak i w jakich okolicznościach powstawały kolejne albumy O.S.T.R.-a. Przeczytamy, jak wielka jest miłość Adama do muzyki i jak wielki determinizm kieruję nim, by coś stworzyć. Tak samo przeczytamy o koncertach, na których jak się okazuje zawsze towarzyszy trema. Nawet choroba nie przeszkodzi mu, aby dał z siebie wszystko. 
    W końcu humor ustępuję refleksjom na temat problemu Adama z płucem. Mimo to wiemy, że dobry czarny humor dopisuje O.S.T.R.-emu, kiedy lekarze mówią mu, że nie powinien już żyć. Kwitując to śmiechem całemu i zdrowemu udaje się wrócić z operacji. Natomiast z pełną powagą i świadomością kończy swą książkę jednym prostym wnioskiem, ale jakże trudnym do pojęcia dla wielu - że to rodzina i jej przyszłość jest najważniejsza! Niniejszym dla każdego z nas to Ostatnia Szansa Tego Rapu!

Gatunek: Autobiografia
Rok: 2019
Wydawnictwo: Wielka Litera

środa, 28 sierpnia 2019

Stephen King - Doktor Sen



   Kolejna adaptacja filmowa powieści Kinga w listopadzie w kinach i z tej okazji postanowiłem jeszcze jeden wpis zrobić o kolejnym tytule mistrza grozy. Tym razem kontynuacja klasyka. "Lśnienie" uznawane przez większość za najlepsze dzieło Kinga i jego ekranizacja, będąca nieodłącznym elementem popkultury, w 2013 roku doczekało się swojej kontynuacji. Kto by się spodziewał? Ale wyszło fantastycznie! Wszystko, co zmobilizowało autora do opowiedzenia nam, co się działo z Dannym Torreance'm po incydencie z Hotelem Panorama, opisuje w krótkiej notce "od autora", znajdującej się na końcu powieści.
    Pokuszę się o przytoczenie tych słów i zgodzenie się z nimi poprzez wrażenia, jakie odniosłem po lekturze "Doktor Sen". Ogromna różnica jest pomiędzy czytaniem współczesnego Kinga a pierwszego Kinga, mającego problemy z alkoholem. Oceniając "Doktor Sen"względem "Lśnienia" trzeba zauważyć, jak zmieniły się Kingowskie przyzwyczajenia. "Doktor Sen" czyta się o wiele lżej. Bardziej wciąga i nie ma typowych dla Kinga przydługich opisów. Wszystkie opisy są krótkie, zwięzłe i w prosty sposób opisują nawet skomplikowane szczegóły. Ta powieść wchodzi szybko jak leki nasenne i wciąga jak sen we śnie.
    "Lśnienie" w swym czasie było rozpaczliwym wołaniem autora i czuć było, że Jack Torreance był alko-ego autora, którego zamknął na łamach powieści, pozwolił mu oszaleć i wyżyć się na własnej rodzinie. "Doktor Sen" natomiast jest uratowaną duszą autora ukazującą się w powieści jako syn Jacka - jabłko, które pada niedaleko od jabłoni - silniejszy dzięki swej zdolności, jaką jest jasność. Mowa o jabłku, bo tak jak ojciec Danny, a raczej już dojrzały Dan jest alkoholikiem jak jego ojciec. Tyle że jemu pomogło AA i tatuś powinien być dumny.
    Krótkie podsumowanie konsekwencji po wydarzeniach z Hotelu Panorama, opowiada nam o tym, jak mały Danny, opanowywał swój dar. Następnie śledzimy zmagania Dana z "rodzinnym" uzależnieniem. W międzyczasie bohater dostaje pracę w hospicjum, gdzie pomaga ciężkim przypadkom przejść na drugą stronę, rozmawiając z nimi o śnie. Stąd dostaje przydomek Doktor Sen i staje się bardziej niezbędny niż prawdziwi lekarze. Podczas gdy Dan pracuje i walczy z nałogiem, gdzieś pojawiają się tacy jak on. Obdarzeni jasnością, lecz tworzący długowieczną społeczność o dźwięcznej nazwie niczym satanistyczne społeczeństwo - Prawdziwy Węzeł. Rozwijają swoje umiejętności do złych celów. Zabijają inne jaśniejące dzieci, wysysając im moc, nazywaną przez nich parą. To czyni ich silniejszymi i długowiecznymi.
    W innym miejscu rodzi się potężniej obdarzona dziewczyna - ją już wyczuwa Dan. Cały czas czuje jej obecność. Abra - bo tak na imię dziewczynce, od najmłodszych lat wykazuje paranormalne zdolności, które niepokoją jej rodziców. Kilka lat później Abra odczuwa obecność Dana. Dziewczyna wpada na trop Prawdziwego Węzła podczas ich łowów, kiedy zabijają młodego baseballistę Trevora. Po czasie ponownie wpada na ich trop i tym razem chce wziąć sprawy w swoje ręce, dlatego kontaktuje się z Danem, aby jej pomógł.
    Okazuje się, że Abra jest przyrodnią siostrzenicą Dana, co bardziej zacieśnia więzy, a pomoc Dana ma charakter rodzinny. To, co nazywamy jasnością, w głowach bohaterów, odbywa się niczym strumień zbiorowej świadomości. Tym razem jasność przedstawiona jest jak szósty zmysł, ponadprzeciętne wykorzystywanie mózgu. Wszystkie kontakty międzyjasnościowe, obrazy i przesłania są jak psychodeliczny trip kontrolowany przez obdarzonego. Pojawiają się też podróże astralne, podczas których bohaterowie mogą zamieniać się ciałami. Czytanie o takich umiejętnościach przywodzi na myśl mutantów z X-Menów. Choć to bardziej pasuje do Prawdziwego Węzła, gdzie każdy miał inną paranormalną moc. Przedstawieni członkowie Prawdziwego Węzła trochę przypominali cyganerię z powieści "Chudszy" Richarda Bachmana, dlatego trudno było się z nimi utożsamić.
    Dan i Abra moim zdaniem reprezentują nierozerwalną więź, a ich dar to niesamowita odpowiedzialność, którego fatum zawsze trzeba pokonać, by nie stać się ofiarą kolejnego ciągu niefortunności pozazmysłowych. Abra wraz z Danem uczą nas odpowiedzialności za swoje talenty, jak i tego, że da się żyć normalnie, będąc innym. Nie trzeba się upijać, by przytłumiać czyjeś głosy i nie trzeba udawać normalnego, by ktoś się o nas nie martwił.
    Decydujące starcie z Prawdziwym Węzłem znów transportuje nas do Panoramy na Dach Świata. Sen to nie tylko pseudonim naszego bohatera. Sen często pojawia się w powieści, a same wspomniane kontakty i połączenia międzyjasnościowe dzieją się jakby we śnie. Trudno powiedzieć czy "Doktor Sen" jest lepszy od "Lśnienia". Na pewno lżejszy, lepiej się go czyta i zdecydowanie zasługuje na miano kontynuacji.Zobaczymy, jak filmowcy, to pociągną w adaptacji, bo wyobraźnia przechodziła samą siebie!

Gatunek: Horror, Thriller
Rok: 2013
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka / Wydawnictwo Albatros

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Stephen King - TO



    Z okazji wznowienia powieści "TO" autorstwa Stephena Kinga i nadchodzącej premiery drugiej części filmu, postanowiłem napisać od siebie kilka słów o tym tytule. W lipcu udało mi się w końcu przeczytać całą książkę, po kilku podejściach i oto jakie były moje wrażenia.
    Jedna z najobszerniejszych "cegieł", jakie Stephen King napisał to zestawienie dwóch ludzkich perspektyw ukazanych w koncepcie strachu. Poza tym, że King jest jednym z najlepszych pisarzy, jest również znakomitym obserwatorem. W "TO" ukazał zależność pomiędzy strachem dorosłych a strachem dzieci. Zapytajmy jednak samych siebie, czym jest "TO"? I nie chodzi mi o TO w sensie istoty, a raczej o "TO" w sensie powieści. Zaliczamy ja do horroru, lecz to także przygodówka. Bezpruderyjna przygodówka obnażająca prawdziwość obyczajów dorastających dzieciaków. U Kinga nie ma granic, a prostota, jaką opisuję, nie jest prostacka, a wręcz brutalna i skłaniająca do wniosków, że przecież tak właśnie jest!
    Największym problemem z czytaniem Kinga są opisy. Wiele osób ze względu na opisy ucieka od Kinga. W "TO" jest tych opisów sporo i mi też zdarza się zdegustowanym opisami Kinga, lecz w "TO" nic mnie nie męczyło, nawet opisy. Zrozumiałem ich istnienie. To dosyć proste. W przypadkach takich "spaślaków" jak "TO" opisy są bardzo potrzebne, aby czytelnik poznał psychologiczny profil bohaterów. Jedynymi momentami, gdzie gubiłem się z akcją, były interludia pisane przez Mike'a. Starałem się zestawić je z psychiką bohatera, lecz jedyne co mi przychodzi do głowy to, że interludia są zbędne.
    "TO" jest sentymentalnym ukłonem w stronę młodości, kiedy miewało się prawdziwe wakacje, prawdziwych przyjaciół i prawdziwe lęki. Bohaterowie (Billy, Mike, Beverly, Ben, Richie, Stan i Eddie - samozwańczy klub frajerów) stają przed widmem niepokojącym miasteczko Derry. Widmo, zjawa, klątwa jest "TYM" - czyli zjawiskiem przybierającym różne formy. Jak to bywa u Kinga - nadprzyrodzoną moc widzenia "TEGO"mają tylko dzieci. TO materializuje się w to, czego dane dziecko się boi, ale najczęściej jako klown (połączenie Ronalda McDonalda z muppetem z Ulicy Sezamkowej) z czerwonym balonem, nazywany Pennywise'm. Dzieciaki pokonują swój strach przed Pennywise'm, ścierając się z nim, ale wcześniej pokonują swoje inne strachy. Pennywise zabija dzieci, dlatego trzeba się go pozbyć, a nie pokona go nikt inny poza dziećmi, bo nikt inny go nie widzi. Możesz go zobaczyć, jedynie mając w sobie coś z dziecka. Cykl zatacza koło co 27 lat i po tym okresie TO znów wraca. Bohaterowie już dorośli - z rodzinami, sukcesami i karierami - spotykają się ponownie by zniszczyć TO. Tym razem część z nich zginie, lecz pokonają pajaca na dobre!
    Powieść jest rozłożona na wątki z dzieciństwa i dorosłości, lecz spora większość bazuje na dzieciństwie. Nawet ostatni rozdział metaforycznie odnosi się do piękna dzieciństwa. To piękno staje się szkaradne i musi, bo King lubi nam czasem coś obrzydzić, dlatego pod koniec całej przygody bohaterów z młodzieńczych lat, by wyjść z kanałów, w celu zaciśnięcia więzi, każdy z chłopaków odbywa akt seksualny z Beverly. Czy jest to symbol przemiany w dojrzalszych bohaterów? Nie wiem, ale King w tym momencie przesadził i jak nasza sympatia do dzieciaków z Derry rosła wraz z ich odwagą i dalszymi perypetiami podziwiając ich nieskazitelność, tak w jednym krótkim momencie brutalność Kinga, obrzydza nam ich niewinność. 
    Najlepszym co można było trafić w całej opowieści, było starcie Billy'ego z pajęczycą i wizje, jakie ukazywały się jąkale. Podobnie wizja powstania "TEGO". Były to psychodeliczne miraże, których opisy wzbudzały jednocześnie zachwyt i jakiś skryty pierwotny strach. "TO" jest idealną lekturą na wakacje (oczywiście dla dorosłych) dla tych, którzy chcą dreszczu, zestawionego z czymś co każdy pamięta z dzieciństwa albo już zapomniał. W powieści dostrzegamy powiew lat młodzieńczych, który towarzyszy nam od deski do deski. Jeśli uronimy łzę to wcale nie znak, że z nami coś nie tak, choć zapewne będzie to osobliwe, aczkolwiek tęsknota za młodością w połączeniu z wrażliwością  może popuścić pewne wodze. 
     O filmie z 1990 roku większość już zapomniała. Nową furorę biję film z 2017 roku, którego druga część we wrześniu 2019 i jeśli usłyszycie idiotyczne opinie, że czytając książkę spoilujecie sobie film - to was uspokoję, bo film jest zupełnie inny niż książka. Zapamiętajcie, że to dwie inne wizje! 
     Czy "TO" jest najstraszniejszą powieścią Stephena Kinga? Tego nie wiem, ale zrozumiałem za to, że strach dorosłego różni się bardzo od strachu dziecka. Jeśli chcesz widzieć więcej, bez względu na TO, jak przerażające TO jest - pozostań w duszy dzieckiem!

Gatunek: Horror, Przygodowy 
Rok: 1986 / 2019
Wydawnictwo: Albatros

piątek, 19 lipca 2019

KOMIKSÓWA: #2 Marvel Komiks - Spiderman, Hulk i Iron Man

   W dobie boomu na superbohaterstwo mające swe apogeum, dzięki premierze filmu "Avengers: Endgame", komiksy o superbohaterach stały się nieodłączną częścią popkultury. Tę koniunkturę poczuło wydawnictwo Egmont i miesiąc temu postanowiło wypuścić nową serię komiksów dla młodszego czytelnika 8+. Dzisiaj miłośników komiksów spotkamy w każdym wieku, a najlepiej zaszczepić comiclove dziecku. Nie oszukujmy się, to komiksy, od zawsze były naszą pierwszą lekturą. To na komiksach uczyliśmy się czytać. Co prawda nowe Marvel Komiks jest już dla czytelnika, który potrafi czytać płynnie, niemniej komiks jest dla każdego, a wszyscy lubimy poczuć się młodziej. Ja przeczytałem, troszkę odmłodniałem i oceniłem tak...




    Z tego, co do mnie dotarło, seria nie spotkała się z przychylną opinią. Nie da się ukryć, jest to dojenie kasy i pewnie seria nie ma najmniejszego sensu. Aczkolwiek 112 stron za jedyne 14,99 to dostatecznie dobra opcja, żeby zaznajomić swoje dziecko z najsławniejszymi bohaterami. Co miesiąc mają pojawiać się kolejne numery, dzięki czemu, nawet jeśli nasza pociecha zachwyci się tym komiksem, to nie odczujemy po kieszeni, gdyby chciała kolekcjonować serię.
    Pierwszy numer zawiera w sobie dwa zeszyty Marvel Adventures Super Heroes, dwa zeszyty Marvel Adventures Spider-Man oraz jeden zeszyt Marvel Adventures Avengers. Jeśli chodzi o podsumowanie tego zbioru, można się spodziewać dobrego humoru. Szczególnie w zetknięciu ze Spider-Manem. Parker po włożeniu kostiumu staje się istnym kawalarzem i mógłby spokojnie próbować sił jako stand-uper.
    Najlepszym co się pojawiło w pierwszym numerze serii to
zdecydowanie zeszyty ze Spider-Manem. Akcja nie pojawia się znikąd jak w przypadku Super Heroes, gdzie Spider, Hulk i Iron Man wykonują jakieś absurdalne misje, które może i są zabawne, ale wymagające dziecko też chyba nie kupi tych wydarzeń. Oba zeszyty solowego pająka są ze sobą spójne - problem rodziny mafijnej Torino i nagonka na Spider-Mana o jego rzekomej przestępczej działalności. To się czyta i ogląda przyjemnie, tym bardziej że zachowano typowo kreskówkowe rysunki. Co do Avengers zawartych w numerze do kreski nie ma się co przyczepić, ale jeśli chodzi o całokształt to zdecydowanie nawalanka. Jedyną fabułą, jaką możemy się doszukać to problem podziękowania Avengersom za służbę. Rząd chcę zastąpić superbohaterów Ultronem, ale przewidywalnie coś poszło nie tak i grupa bohaterów musi dosłownie rozgromić armię Ultrona. Przez cały komiks tylko o to chodzi. Avengers akurat to nawalanka sama w sobie od zawsze, ale fabuła zawsze miała swoje miejsce nawet pomiędzy rozwałką. Niestety tutaj tego nie użyczymy.
    Nie da się więcej napisać o tej serii poza tym, co jest namacalne i nie trudno zauważyć. Seria, jako że skierowana do 8+ nie jest wymagająca i uważam, że dzieciakom się spodoba. Marvel Komiks nawet nie jest wymagający, jeśli chodzi o koszt, dlatego będę śledził serię i swoje kolejne spostrzeżenia będę uaktualniał. Już jutro (20.07.2019) w salonach drugi numer tej serii i tym razem powinno być ciekawiej, gdyż w większości będzie poświęcony Spidey'mu. Jeśli to okaże się bardzo dobry numer, opiszę drugi numer jako część drugą wpisu o Marvel Komiks Egmontu. Tymczasem jeśli jeszcze nie sprawdziliście tej serii, może jeszcze znajdziecie pierwszy numer w Empikach i ocenicie sami. Nic nie tracicie tak naprawdę. Dzieciaki też się ucieszą, więc jak nie masz pomysłu na prezent dla pociechy - to jest dobra alternatywa. 



Gatunek: Superbohaterski Sci-Fi
Rok: 2019
Wydawnictwo: Egmont


sobota, 22 czerwca 2019

Ken Kesey - Lot nad Kukułczym Gniazdem


  Myślę, że tę pozycję można spokojnie zakwalifikować do klasyki światowej literatury i nie będzie to stwierdzenie na wyrost. Na podstawie powieści powstał film, który zdobył większą popularność niż książka. Wydaje mi się, że tak naprawdę mało kto wiedział o istnieniu książki. Wypadałoby zatem dodać, iż tak samo, jak film, książka jest rewelacyjna. To książka z tych, do których będziemy często wracać. Kategorii wiekowej nie ma co ustalać, bo trzeba by ustalić 16+, natomiast książka ma bardziej trafić we wnętrze czytelnika, niż w to, czy czytelnik ma odpowiedni wiek do tej lektury. Wiadomo, nie damy tego przeczytać dziecku dziesięcioletniemu przykładowo, ale to już kuriozum. 
  W dramacie głównego bohatera i jego towarzyszy, dostrzegam metaforyczny manifest przeciwko władzom, systemowi i sztywnym zasadom postępowania rutynowego. Wołanie do świata, który jest jednym wielkim psychiatrykiem, o odejście od manipulacji i wmawiania nam, jacy jesteśmy, podczas gdy jesteśmy tylko inni niż ogół... bardziej wyjątkowi. Ta książka jest dobrym towarzyszem podczas wewnętrznych konfliktów. Czytając ją podczas własnych psychicznych zmagań, nie zatapia nas w nich jeszcze głębiej, za to rozumie nasze rozterki i pozwala zapomnieć o świecie, który nas przytłacza. Zamykamy się z bohaterami szpitalnego kombinatu i czujemy pewną ulgę.

* UWAGA LEKKI SPOILER *

   Ulgę przynosi McMurphy który w książce jest przedstawiony jako bohater opowieści wodza Bromdena. Zatem Wódz jest narratorem i trzeba przyznać wyśmienitym, prosto wyznaczającym nam akcję. McMurphy wprowadza chaos do szpitala psychiatrycznego, w którym panują totalitarne rządy siostry Ratched. Wielka Oddziałowa, jak się okazuje, wcale nie pomaga swoim pacjentom a raczej utrzymuję ich nieuleczalne dolegliwości. Wprowadza zasady i trzyma w ryzach machinę, która obraca się ciągle w ten sam sposób. Pacjenci nie mają żadnych atrakcji, poza terapią grupową, która pogłębia ich niedowartościowanie. Gdy pojawia się rudy szuler zawadiaka - spec od zepsucia i niemoralnych atrakcji, dochodzi do wojny pomiędzy nim a Wielką Oddziałową. To on dostarcza pacjentom prawdziwej zabawy, uśmiechu a przede wszystkim odkrywa, że zamknięci tu pacjenci nie są bardziej niebezpieczni i stuknięci od tych ludzi, którzy chodzą wolno poza murami szpitala. 
   Randal McMurphy dostrzega prawdziwą naturę każdego pacjenta. Odkrywa, że uznawany za niemowę pan Bromden potrafi mówić i słyszy. Zdobywa popularność dzięki umiejętności dostrzegania człowieka w prawdopodobnie chorej osobie. Wyprowadza z równowagi cały personel  z siostrą Ratched na czele, jednak koniec końców niewygodny pacjent, po urządzeniu sobie imprezy z prostytutkami w samym środku szpitala psychiatrycznego, zostaje wysłany na lobotomię. Operacja robi z niego bezmózgiego zombie a władze szpitala znów stają się bezkarne. 
   Ostatnie strony nas uwalniają od despotycznej władzy szpitala, podczas gdy Bromden przekazuje nam meritum wolności. Zabójstwo odmóżdżonego przyjaciela, by pozbawić go cierpień i ucieczka samego Wodza. Ucieczka jedynego pacjenta od nieludzkiego podejścia, rzekomo, służby zdrowia. Nie ma co udawać wariata, bo będą Cię za takiego uznawać i takiego będą Cię traktować. Prawdziwi szaleńcy jednak chodzą wolno po ulicach, a my musimy się im sprzeciwiać. Kesey stworzył niesamowitą powieść, która zdobyła mnóstwo serc. Mimo iż powstawała, w czasach badań autora nad środami psychomimetycznymi, jest jedną z najbardziej rzeczowych powieści. Jedna z dwóch powieści w dorobku autora. Czy i autora dopadła wyższość naszego ziemskiego psychiatryka, że rzucił pisanie?

Gatunek: Dramat, Obyczaj, Literatura Współczesna
Rok: 1962
Wydawnictwo: Albatros

niedziela, 16 czerwca 2019

KOMIKSÓWA #1: Stranger Things - Po Drugiej Stronie (Tom1)

    Czy ktoś z was zastanawiał się kiedykolwiek, co było jego pierwszą lekturą przeczytaną samodzielnie, ever? Otóż mogę się założyć, że 99% czytelników wskazałoby na komiks. Dużo z nas pewnie nawet nie pamięta, co czytali, po raz pierwszy, ale to na pewno był jakiś komiks. Dlatego postanowiłem rozpocząć kolejny cykl - tym razem pisząc trochę o komiksach. Sentyment do dzieciństwa mam całe życie stąd powrót do pasji sprzed "kilku "lat. Ten cykl będzie się skupiał na komiksach i mangach, a także będę w nim przedstawiał całokształty danych tytułów. Cykl rozpoczynam od kultowego Stranger Things, który znamy jako serial z Netflixa, utrzymanego w atmosferze lat 80 i rodem z powieści Stephena Kinga.



   Serial, na którego podstawie powstał komiks "Stranger Things" opiszę niebawem na swoim drugim blogu: Kinematografilia . Natomiast komiks nawiązuję do pierwszego sezonu wspomnianej produkcji. Grafika utrzymana jest w stylu starych komiksów, dzięki czemu, podobnie jak w serialu, możemy poczuć się jak w latach osiemdziesiątych. W końcu ilustracje są dziełem Stefano Martino, odpowiedzialnego za inne kultowe komiksy jak Doctor Who, czy Star Wars.

     W komiksie skupiamy się głównie na wątku Willa Byersa, który pojawił się w niewyjaśnionych okolicznościach w świecie równoległym do Hawkings w stanie Indiana. Świat ten przypomina rzeczywisty, lecz jest mroczniejszy, pozbawiony osób, które zna bohater, ba! Pozbawiony ludzi w ogóle. Jedynymi istotami zamieszkałymi równoległą stronę Hawkings są potwory z innego wymiaru, nazwane przez Byersa i jego przyjaciół Demogorgonami. Ogromne i obślizgłe, czarne istoty o głowie przyozdobionej szczękami niby rosiczki polują na młodego Byersa. Podczas ucieczki szkaradom z innego wymiaru spotyka także tajemniczą dziewczynę, której znaczenie jest większe, niż chłopakowi się wydaje. Wszystkie zmagania wystraszonego chłopca i jego poszukiwania przejścia powrotnego na jego stronę świata są zestawione ze scenami gry Willa i jego przyjaciół: Dastina, Lucasa i Mike'a w grę "Lochy i Smoki". Zmagania te mają przedstawiać potyczki bohaterów w świecie fantasy zwizualizowane przez ich wyobraźnię. Nie mają pojęcia jak realne było zagrożenie zesłane na Willa, podczas gdy, w grze zaatakował go Demogorgon. Will w końcu zostaje odnaleziony przez najbliższych i budzi się w szpitalu. Pytanie tylko, czy świat Demogorgonów istniejący po drugiej stronie, zostawił za sobą? 























   Komiks swoją premierę miał dokładnie miesiąc temu (15 maja 2019) i dla fanów serii jest pięknym trofeum na półce, jak również powrotem do początków serii. Czytając go, można poczuć się jak podczas oglądania pierwszego odcinka. Pozycja jest także pięknym prezentem dla fanów przygotowującym do premiery trzeciego sezonu. Natomiast my uraczeni już pierwszym tomem możemy z niecierpliwością wyczekiwać serialu a w przyszłości... drugiego tomu? 



Gatunek: Horror Science Fiction
Rok: 2019
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie / Dark Horse Books


środa, 12 czerwca 2019

Howard Phillip Lovecraft - Zew Cthulhu



   Nie trzeba chyba ponownie wysławiać wydawnictwa Vesper za powołanie do życia zbioru najważniejszych opowiadań Lovecrafta. Jest to oczywiste i kochamy to wydawnictwo za pieszczenie naszych nerdowskich pasji. Trzeba za to wiele dobrego powiedzieć o tym wydaniu. Półka z tym wydaniem nigdy już nie będzie taka sama. Splugawiona najwybitniejszą grozą fantasy powinna kusić każdego. Kult Cthulhu wyznawany przez fanów gatunku bez tego zbioru jest niczym katolik bez swego Pisma Świętego. 
   "Zew Cthulhu" to prawdziwy pakiet startowy wprowadzający do mitologii Lovecrafta i całej jego twórczości. W wielu rozmowach, przekazach i odpowiedziach na zapytanie "od czego zacząć?" potwierdza się, że znajomość Lovecrafta zaczyna się od "Zew Cthulhu". O tym też mówi posłowie Mateusza Kopacza zawarte w wydaniu wydawnictwa Vesper. W tym posłowiu zapisana jest też mini instrukcja jak czytać Lovecrafta, a właściwie, po co sięgnąć dalej. Owo posłowie mówi też, na co uważać i jak rozumieć autora. Prawdy o Lovecrafcie już się nie dowiemy i wszelkie interpretacje zawsze będą przychylne sobie. Tak się dzieje, gdy mówi się o znawcach. Posłowie ostrzega przed pseudo znawcami, jednak uważam, że każdy powinien poznać Lovecrafta na swój sposób, sięgając po wszystko, co możliwe i dopiero po zapoznaniu się z tym wywnioskować i połączyć to, co się da w jedno.
    Prawdziwego Lovecrafta spotkamy już jedynie w jego dziełach. Nie będę natomiast zaprzeczał temu, że najlepiej poznamy go z jego listów. Wracając do zbioru "Zew Cthulhu", jako początku przygody z Lovcraftowością trzeba nadmienić, że autor posługuje się specyficznym językiem. Mocno archaicznym i wystosowanym. Wydaję mi się, że nie każdemu taki język podejdzie. Ma on swój urok i nadaje dziełom tajemniczości i oddaje koncepcyjnie atmosferę epok zawartych w opowiadaniach. Przygotujcie się więc nowi adepci Kultu Cthulhu na staroświecki naukowy język. 
    Pięć najważniejszych opowiadań H.P. Lovecrafta wprowadza do kanonu mitologii Cthulhu i tyle można o tym zbiorze powiedzieć. Gdyby streścić każde z opowiadań czytelnik straciłby świeżą reakcję i zrodziłoby to uprzedzenia dla wyobraźni. Z własnego doświadczenia, niczym Lovecraftowski naukowiec wertujący stare księgi, z tego zbioru mogę najbardziej polecić tytułowy "Zew Cthulhu". Opowiadanie to jako najpierwsze w zestawie zakrzewia nam jakiś klimat naukowej przygody ze starożytnościami sprzed eonów. Odkrywamy zatajoną gigantomachię sprzed czasów zanim człowiek kroczył po ziemi. Kolejne strony zapierają dech w piersiach, gdy zestawimy fikcję Lovecrafta, z tym co prezentują nam programy typu "Starożytni Kosmici". Najbardziej wpływającym na wyobraźnię, moim zdaniem, jest opowiadanie "Zgroza w Dunwich". Czytając ten tytuł, wyobraźnia prowadzi nas na swe granicę, aby zwizualizować plugastwa i sodomię opisywaną lub sugerowaną w tekście. Jeśli szukacie dreszczowej historyjki do ogniska, "Zgroza..." nadaje się do tego idealnie. Natomiast najbardziej zastanawiającym tekstem jest "Kolor z Innego Wszechświata". To prawdziwie zagadkowy tekst fantastyczno naukowy o "zjawiskach" nie z tej ziemi, nie z tej galaktyki, kto wie z jakich okolic kosmosu. Wyobrażenia są niepewne, a ich opisy nienazwane, zatem tajemnica zostaje z nami do ostatniego słowa. 
    We wspomnianym posłowiu, swoją drogą zwięźle napisanym, dla mniej bystrych takie mikrostreszczenia - naprowadzenia na niezrozumiałe kwestie, są wyjaśnione. Wielu czytelników długo zabiera się za zapoznanie z prozą Lovecrafta. Dziś bardzo łatwy dostęp do każdego poziomu jego twórczości daje nam Vesper. Udekorował ten tort wisieńką "Zewu Cthulhu" upiększonej ilustracjami Krzysztofa Wrońskiego. Ta księga rozpocznie twą przygodę z grozą fantasty naukowego, dającego podwaliny wielu dzisiejszych twórców science fiction. Od tego zbioru zaczęła się nie tylko legenda Lovecrafta!

Gatunek: Horror, Fantasy, Weird Fiction
Rok: 2019 / 1928
Wydawnictwo: Vesper