środa, 12 czerwca 2019

Howard Phillip Lovecraft - Zew Cthulhu



   Nie trzeba chyba ponownie wysławiać wydawnictwa Vesper za powołanie do życia zbioru najważniejszych opowiadań Lovecrafta. Jest to oczywiste i kochamy to wydawnictwo za pieszczenie naszych nerdowskich pasji. Trzeba za to wiele dobrego powiedzieć o tym wydaniu. Półka z tym wydaniem nigdy już nie będzie taka sama. Splugawiona najwybitniejszą grozą fantasy powinna kusić każdego. Kult Cthulhu wyznawany przez fanów gatunku bez tego zbioru jest niczym katolik bez swego Pisma Świętego. 
   "Zew Cthulhu" to prawdziwy pakiet startowy wprowadzający do mitologii Lovecrafta i całej jego twórczości. W wielu rozmowach, przekazach i odpowiedziach na zapytanie "od czego zacząć?" potwierdza się, że znajomość Lovecrafta zaczyna się od "Zew Cthulhu". O tym też mówi posłowie Mateusza Kopacza zawarte w wydaniu wydawnictwa Vesper. W tym posłowiu zapisana jest też mini instrukcja jak czytać Lovecrafta, a właściwie, po co sięgnąć dalej. Owo posłowie mówi też, na co uważać i jak rozumieć autora. Prawdy o Lovecrafcie już się nie dowiemy i wszelkie interpretacje zawsze będą przychylne sobie. Tak się dzieje, gdy mówi się o znawcach. Posłowie ostrzega przed pseudo znawcami, jednak uważam, że każdy powinien poznać Lovecrafta na swój sposób, sięgając po wszystko, co możliwe i dopiero po zapoznaniu się z tym wywnioskować i połączyć to, co się da w jedno.
    Prawdziwego Lovecrafta spotkamy już jedynie w jego dziełach. Nie będę natomiast zaprzeczał temu, że najlepiej poznamy go z jego listów. Wracając do zbioru "Zew Cthulhu", jako początku przygody z Lovcraftowością trzeba nadmienić, że autor posługuje się specyficznym językiem. Mocno archaicznym i wystosowanym. Wydaję mi się, że nie każdemu taki język podejdzie. Ma on swój urok i nadaje dziełom tajemniczości i oddaje koncepcyjnie atmosferę epok zawartych w opowiadaniach. Przygotujcie się więc nowi adepci Kultu Cthulhu na staroświecki naukowy język. 
    Pięć najważniejszych opowiadań H.P. Lovecrafta wprowadza do kanonu mitologii Cthulhu i tyle można o tym zbiorze powiedzieć. Gdyby streścić każde z opowiadań czytelnik straciłby świeżą reakcję i zrodziłoby to uprzedzenia dla wyobraźni. Z własnego doświadczenia, niczym Lovecraftowski naukowiec wertujący stare księgi, z tego zbioru mogę najbardziej polecić tytułowy "Zew Cthulhu". Opowiadanie to jako najpierwsze w zestawie zakrzewia nam jakiś klimat naukowej przygody ze starożytnościami sprzed eonów. Odkrywamy zatajoną gigantomachię sprzed czasów zanim człowiek kroczył po ziemi. Kolejne strony zapierają dech w piersiach, gdy zestawimy fikcję Lovecrafta, z tym co prezentują nam programy typu "Starożytni Kosmici". Najbardziej wpływającym na wyobraźnię, moim zdaniem, jest opowiadanie "Zgroza w Dunwich". Czytając ten tytuł, wyobraźnia prowadzi nas na swe granicę, aby zwizualizować plugastwa i sodomię opisywaną lub sugerowaną w tekście. Jeśli szukacie dreszczowej historyjki do ogniska, "Zgroza..." nadaje się do tego idealnie. Natomiast najbardziej zastanawiającym tekstem jest "Kolor z Innego Wszechświata". To prawdziwie zagadkowy tekst fantastyczno naukowy o "zjawiskach" nie z tej ziemi, nie z tej galaktyki, kto wie z jakich okolic kosmosu. Wyobrażenia są niepewne, a ich opisy nienazwane, zatem tajemnica zostaje z nami do ostatniego słowa. 
    We wspomnianym posłowiu, swoją drogą zwięźle napisanym, dla mniej bystrych takie mikrostreszczenia - naprowadzenia na niezrozumiałe kwestie, są wyjaśnione. Wielu czytelników długo zabiera się za zapoznanie z prozą Lovecrafta. Dziś bardzo łatwy dostęp do każdego poziomu jego twórczości daje nam Vesper. Udekorował ten tort wisieńką "Zewu Cthulhu" upiększonej ilustracjami Krzysztofa Wrońskiego. Ta księga rozpocznie twą przygodę z grozą fantasty naukowego, dającego podwaliny wielu dzisiejszych twórców science fiction. Od tego zbioru zaczęła się nie tylko legenda Lovecrafta!

Gatunek: Horror, Fantasy, Weird Fiction
Rok: 2019 / 1928
Wydawnictwo: Vesper

niedziela, 26 maja 2019

Jakub Żulczyk - Ślepnąc od Świateł



   Zazwyczaj omijam thrillery i powieści o tematyce gangsterskiej. Jakoś nigdy mnie nie ruszały. Jednak, gdy mamy do czynienia z Jakubem Żulczykiem, możemy odłożyć swoje zwyczaje i ignorowanie popularnych książek. Ten autor to arcymistrz słowa współczesnego i opisów naszej spieprzonej rzeczywistości. Pisarze to w większości kuglarze fikcji, zmyślający najbardziej niepowtarzalne i niebywałe rzeczy, po to, aby człowieka oderwać od realności. U Żulczyka fikcją możemy nazwać tylko jego bohaterów. Ich fizyczność nie istnieje, natomiast konstrukcja charakterów, historie życia tych bohaterów moglibyśmy znaleźć nawet na sąsiednim osiedlu. Wszystkie wydarzenia, relacje i myśli mają swoje rażące odbicie w naszej rzeczywistości. 
   Jesteśmy oślepieni światłem, o którym piszę Jakub Żulczyk. Te światła to realizm zawarty w powieści, a raczej pamiętniku głównego bohatera. Ślepniemy dlatego, ponieważ znamy takie sytuacje z ulicy. Z naszej ulicy. To nie jest dla nas nowość, a jednak czujemy się, jakbyśmy słyszeli relacje jakiegoś kryminalisty. Znamy to, bo "Ślepnąc od Świateł" jest jak zbrutalizowany "Dzień Świra". Kto nie miał do czynienia z kimś takim jak Jacek - bohater "Ślepnąc od Świateł" - nie będzie wiedział, o czym mowa. Być może autor nieświadomie opisał jakiś skrawek realnego, bandyckiego półświatka, ale bardziej wydaje mi się, że ta realność była celowa. Dlatego bardzo trudno pisać o czystej fikcji u Żulczyka. 
   Degrengolada, ćpalnia i brutalność ukazana w miejscu akcji, istniejącym realnie i jakim jest Warszawa, zapewne nie wiele odbiega od rzeczywistości i może być podkoloryzowana, ale każdy czytelnik będzie się zastanawiał, czy tak naprawdę wygląda od środka życie pseudobiznesmenów, prowadzących ciemne interesy? Gdy pytano mnie, co myślę o tej książce, odpowiadałem, że jest przerażająca. Nie chodziło mi tu o negatywny wydźwięk słowa "przerażający", a raczej o ten realizm, który de facto przeraża. 
   Jakuba Żulczyka z chęcią nazwę Markiem Hłaśko współczesnych czasów, maczającym swoje pióro w brutalnie czarnym atramencie. "Ślepnąc od Świateł" przywodziło mi na myśl "Wilka" Marka Hłaśki. Te samo miejsce akcji, tak samo opisywane życie codzienne środowiska tabu. Jedyną różnicą w tym porównaniu jest narracja personalna występująca w "Ślepnąc od Świateł", podczas gdy "Wilk" był prowadzony narracją auktorialną. Mimo to długo się będzie mnie trzymało to skojarzenie. Takowa narracja jest oczywista, gdy mamy do czynienia z powieścią pisaną w formie pamiętnika. Tu opis emocji i dogłębnych myśli bohatera, często wypierał dialogi, lecz zachowywało to mroczną atmosferę historii. W "Ślepnąc od Świateł" mamy zderzenie pragmatyzmu głównego bohatera, z jego nader dekadenckimi myślami. Kooperacja tych dwóch zjawisk czyni gangsterkę nie tak sztywną, jakby się wydawało przy tego typu tematach, a wręcz "sztywniutką". 
   Żadną nowością jest, że we wszystkim chodzi o narkotyki i pieniądze. Nieodłączne elementy życia każdego człowieka. Bo jak sam bohater twierdzi: wszyscy ćpają. Prawdopodobnie dzięki umiejętności obserwacji u autora, poprzez perypetie Jacka możemy obejrzeć życie codzienne dilera od wewnątrz. Przekomarzania z klientami. Kłopoty z nimi. Komplikacje w "biznesach". Czy w końcu niewygodne spotkania ze starym recydywistą, który niegdyś w szachu miał całe miasto. Do tego dochodzi żelazna zasada: "nie możesz ćpać, jak chcesz być dilerem!". Tylko co jeśli już przyćpie? Co można wtedy zrobić? Jak bardzo może odbić takiemu dilerowi? Co najważniejsze, jak wielkie decyzje będzie trzeba podjąć? 
    Idąc kartka w kartkę, słowo w słowo z głównym bohaterem, nie narażamy się czynnie, by odpowiedzieć sobie na te pytania. Nie mniej napięcie będzie, a sama książka wciągnie tak bardzo, że nie obejrzymy się, jak ją przeczytamy. Na tydzień z życia dilera, zaprasza nas Jakub Żulczyk. Niestety nie będzie to trip dla każdego. Jest to literatura tylko dla dorosłych. Na podstawie książki powstał serial, produkcji HBO. Przez wielu określany najlepszym polskim serialem. Scenariusz napisał nikt inny, jak Jakub Żulczyk. 
    Wszędzie światła... ale ten syf może zmyć tylko potop!

Gatunek: Thriller, Powieść Kryminalna, Literatura Współczesna, Powieść Obyczajowa
Rok: 2014
Wydawnictwo: Świat Książki

piątek, 24 maja 2019

C.S. Lewis - Aktualne Sprawy



   Wiele o tej pozycji niesposobna napisać, gdyż wiele nam ona nie odsłania. Jest bardziej ciekawostką dla fanów twórcy "Opowieści z Narnii" lub dla fanów samej serii. Istnieje taki czytelniczy fetysz, że po przeczytaniu serii, bądź jednej książki będącej opus magnum pewnego autora, chcemy poznać tego autora, jego inne publikacje, lub wejść bardziej intymnie w jego życie i poznać jego myśli. Wydaje mi się, że "Aktualne Sprawy"mogłyby rozbudzić takie czynniki, jeśli chodzi o C.S. Lewisa. Czy ta pozycja usatysfakcjonowała nasze wyobrażenie na temat ojca jednej z najpopularniejszych krain fantastyki? Otóż moim zdaniem - nie.
   "Aktualne Sprawy" to zbiór króciutkich esejów publikowanych przez autora do gazet. Eseje poruszały tematy wartościowe dla Brytyjczyka w okresie lat 1940 do 1962. To tematy z życia codziennego. Poruszane przez każdego w gronie przyjaciół i rodziny, na przyjęciach, czy w osobistych rozmowach. Bez znaczenia. Tematy czasem mogłyby się wydawać przestarzałe, ale jednak są aktualne dla każdego czasu. Te eseje są prawdziwym obliczem Clive'a. O ile po opisie z okładki książki mogłoby się wydawać, że będziemy mieć do czynienia z postawami nie z tego świata, o tyle większym rozczarowaniem jest, że poglądy autora, być może słuszne, lewitują po środku sterującego nas systemu, jednak są zbyt proste i na siłę odgradzają się od łatek, które można by przypiąć, i które autor sam sobie przypina, lecz jednocześnie stroni od nich, tłumacząc, iż to ta sama łatka, ale nie taka, jaką znacie. Lewis spogląda na świat okiem chrześcijanina, lecz odbieramy jego postawy lekko negatywnie. Nie jest tym, który tłumaczy wszystko Chrystusem (choć i takie wytłumaczenia się pojawią) i jest pomiędzy pragmatyzmem a pewnym idealizmem pozbawionym irracjonalności, często odpowiednim dla zwolenników dystopijnych. Autor wzbrania się we wstępie od czytania gazet, do których de facto pisuje te eseje. Przyznaje się do bycia zwolennikiem demokracji. Nie chodzi mu jednak o demokrację taką, jaką znamy z definicji. Trudno stwierdzić, o jaką demokrację chodzi. Największym rozczarowaniem jest zdanie autora na temat wojny. Jest on świadom i wie, do czego zmierza ludzkość. Często aprobuje prowadzenie wojen. To aprobowanie kojarzyło mi się z postawą godna Fryderyka Nietzsche. Może nie tak brutalnie i dosadnie opisaną, ale jednak powiązania pojawiły się w dziwny sposób. Wreszcie przykuwające uwagę tematy równości zaczepiające mocno na emancypacji kobiet. W mniejszym stopniu poświęca uwagę inteligentom, a raczej pseudointeligentom - jednostkom pozbawionym inteligencji. Czarno na białym opisuje rozdzielenie jednostek gorszych od lepszych. Okazuje się, że Lewis nie wychodzi poza szablon staroświeckiego myślenia i pisząc kolokwialnie wg niego: baba powinna być przy garach! Ciekaw jestem, jak dziś autor zareagowałby, na rozwijające się ruchy LGBT.
    We wstępie Walter Hooper piszę, że Lewis posiadł "zdolność do zdumiewająco jasnego i zwięzłego wyrażania tego, co chciał powiedzieć". To fakt, możemy to wyczuć, czytając "Aktualne Sprawy", nie mniej możemy wyciągnąć z kontekstu kilka zdań, z którymi się zgodzimy w stu procentach, tak z wartościowych tematów, jak i mniej ważnych. Znajdziemy też zdania, których nie spodziewalibyśmy się po takiej postaci, albo do końca nie zrozumiemy przekazanego sensu. Zdarzy się też, że myślami odbiegniemy od tekstu i przyśniemy. 
    Zapamiętajmy, że mowa tu o aktualnych sprawach, tak dla autora, jak i da nas. Czy takie spojrzenie na sprawy przez chrześcijanina jest słuszne? Tego nie możemy ocenić. Możemy za to ocenić, jak zmienia się wybitny autor pisząc o rzeczach codziennych, osobiście, a jak piszę o wydarzeniach ze świata urojonego w fantazji. Narnię kochać będziemy mimo wszystko, ale po tej lekturze, niektórzy mogą zmienić zdanie o autorze... tylko pytanie, czy to ma znaczenie? Sprawy aktualne - tak, lecz postać? 

Gatunek: Eseje, Dziennikarstwo, Publicystyka Literacka, Religia, Filozofia
Rok: 1986
Wydawnictwo: Logos

niedziela, 19 maja 2019

Alfred Jarry - Ubu Król, czyli Polacy



   Ubu, od stulecia z kawałkiem, doczekał się swojej legendy w gremium artystycznym. Prawdziwi amatorzy lub tuzi w sztuce bardzo dobrze znają dzieło Jarry'ego, które de facto po czasie, ale jednak dało mu rozgłos. Aczkolwiek z tym rozgłosem ciekawa sprawa, bo dziś prawie nikt nie pamięta, kto był autorem najordynarniejszego króla sztuk dramatycznych. Ubu bowiem w całej sztuce wydaje się mniej ciekawy niż jego autor. O autorze właśnie możemy się dowiedzieć ciekawości w komentarzu dodanym do przekładu Boya - Żeleńskiego. Dla osób pierwszy raz spotykających się z Ubu Królem, zaskoczeniem może być fakt, że Alfred Jarry napisał tę sztukę w wieku 15 lat. Pojawia się więc pytanie, jak to się stało, że dzieło nastolatka - wtedy mocno wulgarne, stało się swego rodzaju kultowe? Alfred Jarry uważany był za nietypową osobliwość. Jak to artysta, inny niż wszyscy, robiący na opak i będący kontrowersją samą w sobie. Upijający się ekscentryk, powołał do życia psudonaukę - patafizykę, która komponowała się z jego szaleńczym podejściem do życia. Zmarł w wieku 34 lat z powodu powikłań związanych z gruźlicą i alkoholizmem.
    Jego konikiem był teatr absurdu, co udowodnił przy pomocy Ubu Króla. Jego bohater w masce świni, krzyczący na samym początku sztuki "Grówno!", wprowadził w oburzenie elity, lecz rozbawił tych, którzy nie kryli się przed ostrym humorem. To, co wtedy było oburzające, dziś nas zupełnie nie rusza, niemniej absurd pozostanie absurdem. Pierwszy raz Ubu Król został wystawiony w 1896 roku. Wystawiają go do dziś. Dla jednych to szczeniacka parodia Szekspira. Dla innych coś trudnego do ocenienia. Wspólny mianownik jest w tym, iż to nie jest grzeczna książka. 
    W moim mniemaniu autor był po trosze wizjonerem. Pisał o kraju, którego nie było (powstanie Ubu Króla - 1888 rok) i przejęciu go najpierw przez dyktatora, jakiego pokazano w Ubu, a następnie przez Rosjan, którzy wygonili dyktatora z ziem nieistniejących. Przywodzi to na myśl wydarzenia z drugiej wojny światowej. Ubu Król jest przedstawiony jako groteskowy dyktator - wg pochodzenia autora trochę taki Napoleon, ale w gadce bliższy Hitlerowi. Tragifarsa pseudoszekspirowska stała się szmirą dla tych, którzy nie potrafili spojrzeć okiem mniej ułożonym w szablon i chociaż sens Ubu Króla nadal daje wiele do życzenia, pokazuje nas jako biedne ofiary popaprańców żądnych władzy i pajaców wprowadzających totalitarne rządy, usprawiedliwiając nimi swą ułomność. Alfred Jarry krytykuje tak naprawdę całą scenę polityczną, której śmieszność polega na dążeniu do władzy. 
   W końcu aby zrozumieć dobrze tę groteskową farsę absurdu należy bezapelacyjnie zaznajomić się z przedmową Boya - Żeleńskiego. Uważam, że samej sztuki, bez suplementacji jej komentarzem naszego rodaka, nie ma co czytać. Są książki, których przedmowa jest zbędna i męczy. W tym przypadku cała sztuka by męczyła bez przedmowy. Ewidentnie Jarry zrobił wrażenie na Żeleńskim, skoro ten tak profesjonalnie podszedł do tłumaczenia Ubu Króla. Mamy swoje miejsce w paryskiej bohemie od czasu, gdy jakiś zapijaczony awangardzista jako małolat napisał o nas dziwną przepowiednię i dając tym samym początek różnym nurtom artystycznym.
GRÓWNO!

Gatunek: Sztuka, Farsa, Komedia, Utwór Pseudoszekspirowski, Tragifarsa, Absurd
Rok: 1888
Wydawnictwo: Pomorze

piątek, 17 maja 2019

PRAWDZIWE OBLICZE BAŚNI DISNEYA: #5 Liz Braswell - Świat obok Świata... Mroczna Baśń (A Twisted Tale)



   Po przeczytaniu "Dawno temu we Śnie" liczyłem, że historia małej syrenki, w mrocznej baśni, będzie równie mroczna, lub bardziej niż historia Aurory. Niestety klimat jest lżejszy i ciężko wyczuć grozę panującą w tym tytule. Biorąc pod uwagę zamysł, jaki był koncepcją do serii A Twisted Tale, jestem lekko rozczarowany. Piszę tylko "lekko", bo sama historia jest wspaniała. Pomimo oczekiwania mordu czy jakichś przerażających stworów, całokształt był rewelacyjny. Powieść znów przystępnie napisana, łatwym językiem, lecz pojawiają się trudne słówka. 

*UWAGA LEKKI SPOILER*

   Tym razem autorka zadaje nam pytanie: co gdyby to Urszula pokonała Ariel?
Wyjaśniając: tak zwana Vanessa wyszła za Eryka i zamieniła Trytona w polipa. Mija 5 lat. Ariel uważa, że Ariel nie żyje. W głębinach siostry Ariel, za karę, że to przez nią ich ojciec nie żyje, mianują ją królową i każą przejąć wszystkie obowiązki Trytona. Wtem mewy dostrzegają kolekcję polipów Urszuli, znanej w królestwie jako Vanessa. Wśród polipów zostaje rozpoznany Tryton. Wieści docierają do Arielki. Ta pełna nadziei powraca na ląd, aby odzyskać ojca, a przy okazji może ukochanego, o którym rozmyślała przez tyle lat. 
   Co nigdy nie rozczarowuje w tej serii i nie rozczarowało w omawianej lekturze? To rozbudowani bohaterowie i ich charakter. Ariel jest już dojrzalsza. Została królową, a więc ma dużo doświadczenia w dokonywaniu wyborów i wyciąganiu wniosków. Skoro Urszula wygrała z naszą królewską bohaterką, Ariel pozbawiona jest głosu, zatem przemawia w języku migowym. Eryk będąc cały czas pod urokiem wiedźmy, jest otumaniony i uległy. Poznajemy go jako artystę - kompozytora. Okazuje się, że książę pamięta, co zaszło między nim, Ariel i Vanessą - Urszulą, co przedstawia w jednej ze swoich oper. Urszula natomiast wiele się nie zmieniła. Zmieniła za to księstwo Eryka w wojenne imperium, toczące walki, z żadnych powodów, z innymi królestwami. Podczas gdy szalony książę siedzi z głową w nutach, to ona wszystkim kieruje. 
    Opowieść wprowadza nazwy własne, co akurat w przypadku takiej lektury jest niezbędne. W animacji nie było powiedziane jak nazwa się królestwo Eryka, czy królestwo podmorskie, którym władał Tryton. Dziś wiemy z lektury, że jest to Atlatyka i jest to zapewne łatwe i sprytne nawiązanie do historii o Atlantydzie - zatopionym, starożytnym królestwie. Zabieg idealny tematycznie, bo czemu by go nie użyć? Tak naprawdę książka zawiera kilka nawiązań historyczno-kulturowych, co dodaje smaku całej opowieści. Tak np. mowa jest o Hiperborejczykach - ludzie zamieszkującym Hiperboreę - krainę z mitologii greckiej, która miała być rajem na ziemi. Najciekawszym nawiązaniem, moim zdaniem, którego się nie spodziewałem, było nawiązanie do mitologii Cthulhu. Jest ustęp, w którym Urszula dopuszcza się opus dei swojego terroru, chcąc wezwać tzw Starszych Bogów - jakieś niepojęte siły. Aby przyzwać Bogów, wypowiada inkantację łudząco przypominającą jezyk przedwiecznych z uniwersum Lovecrafta. 
   Mamy do czynienia z dojrzalszą wersją "Małej Syrenki" i chociaż z początku zastanawiamy się, gdzie zmierza ta historia, to w końcu, nadchodzi zwrot akcji, który staje się dla nas oczywisty i pewne sytuacje stają się do przewidzenia. Zjawisko przewidywalności tutaj nie niszczy nam zabawy, bo czujemy się, jakbyśmy wpadli na coś wraz z bohaterami. Czy Ariel pokona Urszulę? Czy uratuje ojca? Czy wciąż kocha Eryka i czy w końcu z nim będzie? Oraz do czego może posłużyć sztuka operowa? Tego wszystkiego dowiecie się, odpowiadając sobie na jedno pytanie - co gdyby to Urszula pokonała Ariel? 

Gatunek: Fantasy, Baśń
Rok: 2019
Wydawnictwo: Egmont

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

PRAWDZIWE OBLICZE BAŚNI DISNEYA: #4 Liz Braswell - Dawno, Dawno Temu we Śnie... Mroczna Baśń (A Twisted Tale)


   Seria opowieści z cyklu "A Twisted Tale" w wersji anglojęzycznej zadebiutowała w 2016 roku. Czekaliśmy prawie 3 lata, aby seria pojawiła się w Polsce. "A Twisted Tale" to sześć opowieści z uniwersum Disneya (Alladyn, Śpiąca Królewna, Piękna i Bestia, Mulan, Mała Syrenka i Królewna Śnieżka) o alternatywnym przebiegu. Każda z historii odpowiada na pytanie: Co gdyby... ? Niestety polska dystrybucja uraczyła nas jedynie dwoma tomami tych ciekawych pozycji. O zgrozo, nie pokolei! W Empikach mogliśmy odnaleźć Tom 2 i Tom 5. Oglądając okładki Tomu 2, można wywnioskować, że pojawi się jeszcze tom 1. Kiedy? To zagadka. 


   "Dawno, Dawno Temu we Śnie" odpowiada na pytanie: Co gdyby Śpiąca Królewna się nie obudziła? Pytanie intrygujące i zapewne każdy miałby na tyle wyobraźni, aby napisać swoją wersję wydarzeń. Liz Braswell użyła motywu snu, aby zobrazować swoją wersję. Zanim przejdę do podsumowania, chcę zaznaczyć parę rzeczy związanych z serią. Seria równie dobrze mogłaby się nazywać "Mroczna Baśń". Każda część serii jest sygnowana tym podtytułem. Nie bez powodu. Historie opisane w serii to naprawdę mroczniejsze wersje wydarzeń. Jeszcze nie wiem jak inne, ale "Dawno, Dawno Temu we Śnie" nie jest tak proste i naiwne jak oryginalna "Śpiąca Królewna". Można powiedzieć, że historia jest poważniejsza niż oryginał. Charaktery bohaterów są bardziej rozbudowane i bywają brutalniejsze. Im bliżej finału, potrafią nawet zabijać, by przetrwać. 
    Zastanawiam się, czy ta seria byłaby odpowiednia dla młodszego czytelnika. Starszy (starsza młodzież, nie wspominając o dorosłych) na pewno zachwyci się tym, że może w końcu przeczytać coś mniej oklepanego i oczywistego. W przypadku tej książki trzeba uruchomić wyobraźnię, ale książka ta jest dla niej dużą pożywką. Nie mamy tu do czynienia z horrorem, broń boże! Jednak groza panująca w historii wciąga i u wrażliwszych zrodzi gęsią skórkę. Moim zdaniem seria jest genialna, gdyż nie odgrzewamy znów starego kotleta, a wręcz jesteśmy porwani w wir wydarzeń z totalnie innej perspektywy. Jak dotąd ta seria (nie wiem jeszcze który tom będzie najlepszy) jest najlepsza spośród wszystkich dotychczasowych pozycji z cyklu "Prawdziwe Oblicze Baśni Disneya".
*UWAGA - LEKKI SPOILER*

   Książę Filip po zabiciu smoka dociera do komnaty Aurory i całuję ją, lecz... po chwili sam zapada w sen. Wtem pojawiamy się w zamku Króla Stefana i Królowej Leili. Okazuje się, że na zewnątrz świat został doszczętnie zniszczony przez rodziców Aurory. Królewna wychowywała się cały czas na zamku. Natomiast na swoje 16 urodziny miała zostać oddana trzem złym wróżkom. Przed tym fatum Aurorę ochrania... Diabolina! Gdy dociera do nas, że klątwa Diaboliny nadal trwa i wszystko dzieje się w śnie Aurory, akcja zaczyna nabierać rumieńców... a raczej mroku!
   Oryginalny pomysł, ciekawa akcja (choć miejscami długo się rozkręca), bohaterowie z dzieciństwa pokazani w nowym świetle... Ekhm, mroku... super zabawa dla wyobraźni.
Nie mogę się doczekać czytania kolejnej części!

Gatunek: Fantasy, Baśń
Rok: 2019
Wydawnictwo: Egmont



sobota, 6 kwietnia 2019

PRAWDZIWE OBLICZE BAŚNI DISNEYA: #3 Elizabeth Rudnick - Piękna i Bestia




     Elizabeth Rudnick jak widać lubi przenosić ekranizacje na wersje książkowe. Podobnie jak było z "Czarownicą", w 2017 roku do kin trafiła adaptacja baśni Disneya z 1991 roku, która urzekła wielu, przy czym stała się ulubioną baśnią. Nie ma się co rozpisywać w kwestii tej powieści, gdyż znamy ją bardzo dobrze. Kolejne odświeżenie zawdzięczamy tylko filmowi.
    Jak odświeża tę historię autorka?
    Dosyć wiernie co do znanej nam animacji. Dotyka problemów inności, konfrontując Bellę, nieprzeciętną dziewczynę lubiącą czytać i imaginować sobie podróże do innych światów, oraz niecierpiącą rutyny. Z Bestią, kudłatym monstrum, zmienionym siłą czarów, lecz w środku wrażliwym i mającym twardy kręgosłup moralny. Skupia się na emocjach i uczuciach, odgrywających sporą rolę w całej historii. Dzięki tekstowi sami możemy poczuć, to co czuli bohaterowie. Książkowa wersja nam to opisuje i jesteśmy zmuszeni wyobrazić to sobie, na tyle, aby poczuć. Nie mamy pokazanego obrazka i taka reakcja jest bardziej wymagająca, ale doświadczenie nie zapomniane, gdy jeszcze utożsamimy się z bohaterami.
    Zmiana Bestii i nasilające się uczucie Belli do tkwiącego gdzieś w środku księcia jest emocjonujące i rozluźnia czytelnika przed finałem. Książka napisana jest przystępnym i łatwym językiem. Najmłodszy poradzi sobie z nią bezproblemowo, a starszy czytelnik będzie miał krótką frajdę. Krótką, bo tę książkę połyka się za jednym zamachem. Jedno jest pewne - będzie się do niej wracać!

P.S. Rzuca się w oczy ten krótki komentarz jednej z najlepszych baśni. Ta baśń będzie najlepsza, ilekroć będzie odświeżana. Co do "Prawdziwego Oblicza Baśni Disneya", w przypadku powieści Rudnick mamy do czynienia z oryginalną wersją zdarzeń. Cykl natomiast miał być poświęcony alternatywnym wersjom znanych nam baśni. Nie mniej jednak zachęcam do poznawania książkowych odzwierciedleń, scenariuszy pojawiających się co chwila ekranizacji Disneya. Zatem w tym insercie także pojawiać się będą takowe książki. Będę je krótko omawiać i dodawać czy mi się podobały, czy nie.
Piękna i Bestia, autorstwa Elizabeth Rudnick - podobała mi się, i muszę przyznać, że utożsamiałem się z Bestią. Mimo trójki z przodu trudny facet (z wrażliwością na takie pozycje) odnajdzie w sobie Bestie.

Gatunek: Fantasy, Baśń
Rok: 2017
Wydawnictwo: Egmont