piątek, 3 czerwca 2022

Samantha Schweblin - Bezpieczna Odległość



   Jest to najdziwniejsza książka jaką czytałem. Jej sposób narracji i prowadzenia historii jest nietypowy i może dlatego na początku gubimy się, o co w tym wszystkim chodzi. Jest to ewidentnie powieść grozy, ale znowu nietypowej grozy, z którą zwykle się spotykamy. Jest to surrealistyczna podróż w głąb siebie i swych problemów. To historia umierającej kobiety, której towarzyszy chłopiec, którego znała i który przeprowadza ją przez etap umierania, tak aby zrozumiała co doprowadziło do jej śmierci. Lakoniczny David wysłuchuje retrospekcji powtarzających się w głowie Amandy. Podczas tych retrospekcji poznajemy życie Amandy od dość dziwacznej strony. Osoby w jej życiu zachowują się nienaturalnie i niezrozumiale, a zwykłe czynności mają jakby symbolizować coś zupełnie innego. W głowie Amandy trwa szaleństwo, z którego nie może się otrząsnąć. David przeprowadzając ją przez męki życia dotychczasowego, jedynie zwraca jej uwagę na ważne i nie ważne aspekty opowieści.
   Historia się gmatwa, gdy wpierw czytamy o mężczyźnie, którego dusza ma być przetransportowana do innego ciała przez jakąś magiczną siłę. Następnie Amanda nie rozpoznaje mężczyzny, a potem powtarza się wieczny spacer Amandy z jej córką Niną i Carlą, matką Davida. Spacerowi towarzyszą dziwne sytuacje, które doprowadzają Amandę do niezrozumiałych zachowań i odczuć, lecz okazuje się, że to w ogóle nie jest ważne. Amanda odkrywa, że umiera i odkrywa, że umiera nie po raz pierwszy.
 Powieść prowadzona dialogiem, często zagmatwana, ale i tak wciągająca, gdyż akcja spływa niczym rwący potok. Nie musimy wiedzieć o co w niej chodzi, gdyż wciąga nas w momencie kiedy uświadamiamy sobie, że kobieta umiera i musi zrozumieć dlaczego. Nikt poza Davidem nie rozumie dlaczego. Umieranie jest uczuciem jakby miało się w środku ruszające się robaki, natomiast życie jest tytułową "Bezpieczną odległością". Na tą bezpieczną odległość oddalają się bohaterowie, lecz przekraczają ją za każdym razem, gdy na zrozumienie jest za późno. Ta książka swą dziwnością przypomina te, które mogą ryć banie zbyt mocno. Połkniemy ją w jeden wieczór i jeśli mamy handrę polecam ją jak najbardziej.

Wydawnictwo: Sonia Draga
Gatunek: Horror / Proza
Rok: 2020

piątek, 20 maja 2022

Federico Garcia Lorca - Śpiewak Cygańskich Romansów

 



        Poeta, którego tomik mamy przed sobą to wg mnie jeden z czołowych wieszczy hiszpańskich. Jego poezje rozkwitały w pełnej rozmachu epoce surrealizmu, chociaż sama atmosfera wierszy przywodziła na myśl romantyzm, co zresztą sugeruje sam tytuł. Lorca przytaczany w kulturze andaluzyjskiej właściwie znany jest całej hiszpańskiej braci, a najbardziej kojarzony jest poza surrealizmem z flamenco i corridą. Romantyzm o którym wspominam jest charakterystyczny u Lorki także w konwencji gotyckiej, gdzie pojawia się upodobanie do turpizmu i możemy to zauważyć w wierszu "Męczeństwo Świętej Olalli". Duże przywiązanie do opisów natury sprawia, że mamy unaoczniony rzeczony surrealizm, w którym często odnoszono się do natury i jej owoców. Podobnie oniryzm i śmierć mają zrozumiałe miejsce w twórczości Lorki. Śmierć szczególnie przypisana Ignacio Sanchez Mejiasowi, który był przyjacielem poety i zginął nabawiwszy się gangreny po ugodzeniu w udo w potyczce z bykiem.
    Lorca pomijany w polskiej edukacji jest podstawowym poetą, któremu warto się przyjrzeć w samotnej wędrówce po poezji. "Śpiewak Cygańskich Romansów" to lekka lekturka, przy której będziemy mogli wzdychać i wyobrażać sobie wersy pisane przez autora. Jego malownicze teksty w naszej głowie złożą się jak w obraz malowany przez jego przyjaciela Salvadora Dalego. Natomiast romans płynący z treści odniesie nas do nieokreślonej nostalgii za czymś co przeżyliśmy lecz tylko w urojeniu. Tym cechuje się surrealizm w twórczości Lorki.
    Tomik podzielony jest na kilka części - krótkich podtomików - partów poświęconych konkretnym tematom składającym się z kilku dosłownie wierszy i komponujących się w andaluzyjski koncept cygańskich romansów. A w skład wchodzą:
- Pierwszy zbiór romansów cygańskich (Primer Romancero Gitano), czyli główny zamysł skupiający się na romansach zawartych już w tytułach utworów.
- Poeta w Nowym Jorku - 5 wierszy z okresu podróży autora do NY w tym Nokturn i Pejzaże
- Lament na Śmierć Ignacio Sanchez Mejiasa - wspomniane dedykacje dla przyjaciela torreadora, po jego nieodżałowanej śmierci
- Dywan z Huerta del Tamarit - tzw Gazele i Kasydy, czyli poezje arabskie, celowe z podziałem na strofy, tu po prostu na modłę miłości, ulubione kawałki w kulturze flamenco
- w końcu kalendarium, w którym poznajemy krótki życiorys poety spuentowany zaginionym grobem autora i krótka nota od tłumacza.
    Lektura tomiku nie zajmie nam dużo czasu, gdyż można ją pochłonąć na raz, lecz poezja pisana jest po to by się nią delektować jak wiekowo odłożonym winem. Hiszpański aromat wlewany nam przez Lorke to degustacja każdą strofą, każdą metaforą i każdą wizją autora, a następnie ad libitum czytelnika w sięganiu po następny łyk poezji. Dlatego nie śpieszmy się z czytaniem.

Gatunek: Poezja
Rok: 2011
Wydawnictwo: Sic!

sobota, 12 marca 2022

Carmen Domingo - Gala - Dali



    Łatwo się domyślić, że burzliwy związek to zestawienie dwóch osób do siebie przylgniętych lecz z zupełnie innym spojrzeniem na otaczającą ich rzeczywistość. To przylgnięcie winno być kompensacją życiowych zjawisk i czynności, których jednej osobie brak, za to druga z uczuciem wnosi to czego brakuje. Taki właśnie był związek malarza Salvadora, a wcześniej poety Eluarda ze sławną Galą. O tym właśnie jest ta... Powieść, bo nie jest to ani biografia, ani autobiografia choć mocno na niej się opierająca. Osobiście uważam, że przerobienie biografii na powieść jest ciekawym zabiegiem lecz nie do końca go kupiłem. Wolałbym rzeczywiście przeczytać osobiste zapiski Gali, których jedynie krótkie fragmenty pojawiają się w całej książce. Wydaje mi się, że pisanie powieści wymaga od nas w pewnym momencie trochę przekłamania i wpisania zdarzeń na własne dyktando, aczkolwiek podobała mi się chronologicznie prąca do przodu akcja.
    Muza pamiętnego surrealisty okazuje się zupełnym przeciwieństwem Dalego, ale nie dziwimy się dlaczego zwraca na niego uwagę. Przedstawiona od samego początku w swym zamku niczym złoczyńczyni z bajek Disneya, ukazuje się nam jako nieczuła i pozbawiona serca kobieta. Poznajemy jej krótki dziecięcy epizod, w którym koduje najważniejsze nauki na przyszłość i przechodzimy do konkretnych zdarzeń podczas których jej życie zmienia się za sprawą poznania swej pierwszej i wielkiej miłości. Zmagająca się z chorobą płucną w sanatorium poznaje poetę znanego później jako najlepszy surrealistyczny poeta Paul Eluard. Zaledwie 18 letnia Gala wychodzi za poetę, pojawiają się problemy z rodzicami, nadchodzi wojna, a sama Gala ma w sobie niesłabnącą pożądliwość. Gala jawnie uświadamia swojego małżonka o stosunkach płciowych z innymi mężczyznami. Łączy ich dziwna miłość, ale poeta przystaje na układ i uznaje poliamorię małżonki, jako coś normalnego. Po pojawieniu się w towarzystwie surrealistów pojawia się postać do trójkąta miłosnego - Max Ernst, którego poeta już nie wytrzymuje. Trochę burzliwych spraw jednak odpycha Ernsta i małżonkowie ponownie zostają tylko we dwoje. Pojawia się córka Paula oraz Gali i wtedy poznajemy prawdziwe oblicze Gali. Zupełnie nie interesującej się swoją córką, licząca tylko na to, że jej teściowie zajmą się dzieckiem, a sama będzie karmiła swe ego na zakupach i w przygodnym seksie z młodszymi mężczyznami.
    Gala pozbawiona uczuć nimfomanka i bojąca się jedynie upływającego czasu w końcu poznaje Salvadora. Początkowo jest nim zdegustowana, ale w końcu dociera do niej kolejna wredna rzecz, że może zarobić na młodym malarzu. Mimo nieprzyjemnego charakteru jaki miała Gala to właśnie ona stworzyła dwóch wielkich artystów. Mężczyźni bardzo ją adorowali i odczuwali presję kiedy pojawiała się w pobliżu. Jedni nie chcieli jej w swoich szeregach, a kolejni pragnęli namiętnie. Gala była świadoma sukcesu Salvadora, sama natomiast jako jego jedyna muza pławiła się w uwielbieniu równie egoistycznego co ona partnera. Pławiła się, choć z czasem go znienawidziła. Między innymi przez ich nie konsumowany związek. Dali nigdy nie kochał się z Galą, natomiast uwielbiał się onanizować przy czytanych przez nią listach od Eluarda do Gali. Listach pełnych uczucia wzniosłego, jak i erotycznego. Listy zawarte są, mam nadzieję w oryginale, w powieści. Gala wykorzystywała co się da i kogo się da. Najczęściej wykorzystywany był jej pierwszy mąż. Utrzymywał finansowo Galę i Salvadora. W międzyczasie związku z Salvadorem, Gala odbyła jeszcze angażujący romans z wschodzącym aktorem, który również dzięki niej zyskał sławę. Po czasie Gala widząc siebie i Salvadora starzejących się nie chciała widzieć ani Dalego, ani nikogo. Nawet swojej dorosłej i dzietnej córki. W życiu Gali i Salvadora pojawiały się różne ciekawe osoby - Picasso, Coco Chanel, Bunel, Leonor Fini oraz wielu innych, więc na brak towarzystwa nie narzekali.
    Niestety zadufana w sobie Gala, nie zważająca na otaczających ją ludzi i ważniejsze sprawy niż pieniądze i seks, ufająca jedynie nierozłącznej z nią talii tarota, może nie umarła samotnie lecz bardzo cierpiała, a jej odejście w oryginalnym cytowanym przez Dalego sprawozdaniu brzmiało i wyglądało jak horror pierwszej klasy. Gala była Muzą doskonałą i idealną. Dała nowy wyraz tej roli i przerażający profil rasowej femme fatale. Niestety zawładnięta przez negatywne przekonania i będąca bardziej realistką niż jej surrealni znajomi często popełniający samobójstwo, zatraciła swe człowieczeństwo. Pomijając wszystkie żądze nią sterowanymi, zadajemy sobie pytanie: jak złym trzeba być, aby zostawić i nie interesować się swoją córką, przez całe swoje życie? Na zdjęciach Gala nie robi wrażenia, ale jak to było w rzeczywistości za jej życia dowiemy się tylko z jej zapisków (lecz czy aby opisujących ją w rzeczywistości?) i tej powieści.
 

środa, 23 lutego 2022

Salvador Dali - Moje Sekretne Życie

 




    Kiedy osoba zafascynowana sztuką niekonwencjonalną jest przekonana, że wie wszystko o swoim ulubionym artyście, powinna sięgać po jego własne zapiski. Taką osobą byłem ja i takimi zapiskami jest ta pozycja. Zagłębiwszy się w tą książkę można odkryć fascynujący i zagmatwany świat, w którym niepasujące do siebie elementy stają się pewnego rodzaju imponderabiliami. Szczególnie w umyśle twórcy, jakim był Dali. Począwszy od jego dziecięcych wspomnień, kończąc na samym epilogu, który jest dość nieoczywisty, ale zaskakuje ewidentną przemianą. To tu wyczytamy najsmakowitsze kąski na temat artysty - jego urojone wspomnienia, domniemane wspomnienia sprzed narodzin silnie spojone z filozofią snu, pierwsze miłosne ekscesy, gdzie Salvador jakoby przyznaje się do młodzieńczego homoseksualizmu, a nawet do pewnych pedofilskich zagrywek ze strony swego dziwnego nauczyciela. Poznajemy krajobrazy Cadaques i Figueres, a w późniejszych czasach Port Ligat i Amerykańskie wielkie miasto Nowy Jork. Od samego początku Dali świadom jest swej wielkości, narcystycznej wielkości z przerośniętym ego. Daje nam do zrozumienia wyraźnie, że tylko on się liczy i tylko jego jest ważne. Poznajemy go jako nieugiętego buntownika, który zawsze robi na opak, a wychowywanie się w zamężnej i bogatej rodzinie tylko potęgowało jego chęć bycia zauważonym. 
    Artysta wymienia szczególne dla niego przedmioty i manie. Te drugie charakterystyczne dla każdego artysty są równie zrozumiałe co zastanawiające, jak np. pasikoniki, albo pusta przestrzeń. Odgryzienie łba rozkładającego się nietoperza jest natomiast chyba najbardziej zdumiewającą ciekawostką. Najbardziej interesujące jest jednak przeświadczenie Dalego o swej miłości. Opowiada iż od najmłodszych lat upatrzył sobie swą Muzę i jedyną ukochaną - Galę. Spośród wielu spotykanych kobiet to właśnie ją sobie ziścił jakby sobie ją dosłownie wyśnił. Zanim jeszcze ta para się poznała, malarz opowiada o swoich szkolnych przygodach, o dziełach i usunięciu z uczelni poprzez swoje egoistyczne (a może i prawdziwe) przeświadczenie iż jest mądrzejszy od egzaminatorów. 
    W międzyczasie opowiada również o swych przygodach na salonach i wśród wyższej klasy. Dali wg swoich zapisków zawsze trzymał się klasy odpowiedniej dla siebie i mimo swych koprofagicznych i nieokiełznanych zachowań zawsze miał wokół siebie elegancję i szyk. Salvador Dali to była osoba, która miała do czynienia z wieloma znanymi nazwiskami. Wymieniał się myślami z samym Freudem, a w jego surrealistycznym gronie prowadził się z Andre Bretonem, Pablem Picassem, Joanem Miró, reżyserem Juanem - Luisem Bunelem, z którym stworzyli razem "Psa Andaluzyjskiego", oraz "Złoty Wiek", jego przyjaciółkami były Coco Chanel, Leonor Fini, a w jego kręgu pojawiali się nawet poeci Fredrico Garcia Lorca czy Paul Eluard, który zapoznał Dalego z jego wymarzoną Galą. Intymność do jakiej doszło między Galą a Dalim, autor opisuje w sposób mistyczny, ale niesamowicie aprobacyjny. 
    Pomimo swego ego to Gala jest jedyną osobą, o której jest w stanie napisać najkwiecistsze słowa i wysławiać ją ponad wszystko. Trzeba przyznać, że to jak ją przedstawia jest NAJ. Pojawiają się tematy wojny, polityki od których Dali jako szanowany artysta stroni, jednak wykazuje czysty anarchizm, ale i od niego w pewnym momencie się odżegnuje. Kolejnym ciekawym tematem jest bieda, która podobno doskwiera artystycznej parze. Mimo sprzedawanych obrazów i drogich willi trudno w to uwierzyć, jednak z punktu widzenia Dalego, może dla niego po przystosowaniu do pompatycznego stylu życia nadszedł etap mniejszego dostępu do majątków, co uważał za biedę. Dali kończy swój dziennik w trakcie wojny, czyli jeszcze nie dotrwając do swej starości, jednak epilog, o którym wspomniałem pisany 1940 roku mówi jakby o pojednaniu z Bogiem, o odkryciu nieba. Co za przemiana nastąpiła? Tego się nie dowiadujemy i zostajemy z pewnym pokrzepieniem. Niewątpliwie każdy geniusz jest szalony, a od geniuszu do szaleństwa nigdy nie ma długiej drogi. Przekonujemy się o tym na własne oczy czytając słowo po słowie, gdzie autor zagłębia się w swoje paranoje, ale jednocześnie wpada na niesamowite pomysły.     Te pomysły często możemy dziś spotkać w życiu codziennym - przykład : buty amortyzowane (pomysł Dalego). Ekscentryzm i introwertyzm, a do tego mityczna miłość do jednej jedynej wyśnionej to tło tej świetnie napisanej autobiografii. Dali poza tym, że malował wyśmienicie i powoływał się na Da Vinciego, Rafella i klasyków renesansu, bardzo dobrze też pisał. Z uczuciem i szaleństwem swego geniuszu, dlatego warto sięgnąć po jego publikacje. A ponieważ wiele podań o Salvadorze Dalim, szczególnie filmów dokumentalnych mówi dużo innych rzeczy, skupmy się na tym co sam o sobie piszę, chociaż w relacjach z Galą, warto chyba byłoby poznać również jej wersję.


piątek, 18 lutego 2022

H.P. Lovecraft - Nemezis i inne utwory poetyckie

 


    Znamienity twórca literatury grozowej jakim jest Lovecraft to już postać kultowa obrośnięty tytułem prekursora gatunku, przez jednych wychwalany dla innych przereklamowany. Są natomiast osoby, których styl pisania, oraz czasy w jakich żył autor powyższego zbioru rozsiewa atmosferę czystej Dark Academia i możemy to nie raz wyczuć w jego prozie, a nawet samej biografii. Jednak mało osób wie, bądź wiedziało, że Howard Phillips Lovecraft pisał również poezję i to nie byle jaką, bo z zachowaniem ścisłego klasycznego metrum. Same wiersze nawiązują swym klimatem nie tylko do stworzonego przez autora świata z jego sennych wizji, ale także do antyku i starożytnych bóstw i mitologii, co w tym wypadku nam argumentuje skąd poczęły się przedwieczne istoty w jego opowiadaniach i z pewnością nie da się ich zaliczyć do niczego innego jak mitologii. Lovecraft pierwsze wierszowane strofy pisał w wieku 11 lat i szokuje nas fakt z jaką precyzją zachował w utworach nienaganną formę składania wersów. Zbiór o którym mowa rozpoczyna się krótkim zbiorem "Grzyby z Yuggoth", których treść prowadzona jest niczym spójna opowieść poetycka. Jesteśmy w stanie sobie wyobrazić fabułę jaka rozciąga się przez cały poemat i w chronologicznych odstępach towarzyszymy podmiotowi lirycznemu.     "Grzyby..." to jakby najważniejszy zbiór poezji Lovecrafta po raz pierwszy prezentujący nam istoty pojawiające się w jego mitologii. Kolejnym angażującym poematem jest dla mnie Aeltheia Phrikodes naznaczona wspomnianym antykiem szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę łacińsko kojarzący się tytuł. Muszę jednak zwrócić uwagę na doskonałe wg mnie zakończenie ów poematu, które nieprawdopodobnie trafnie ale i poetycko opisuje moment przyjścia na świat. Kolejnymi hołdami dla antyku i epoki romantyzmu są "Poemat o Ulissesie lub Odyseja", "Poemata Minora", która jest jakby potwierdzeniem doskonałości bijącej z "Aeltheia Phrikodes" oraz przykładowo "Do Delii unikającej Damona". Kunszt z jakim Lovecraft operuje słowami w swych wierszach jest na najwyższym poziomie i ukontentuje każdego miłośnika minionych epok, na których wzorował się zapewne autor powołując swe inspiracje na Edgarze Allanie Poe czy Charlesie Baudelaire. W posłowiu Mateusza Kopacza możemy dowiedzieć się jakie losy dotykały poezje Lovecrafta i skąd one się wzięły, wiele nam to posłowie tłumaczy. Sam zbiór jak to Vesper potrafi uatrakcyjnić jest uzupełniony oryginalnymi tekstami Lovecrafta i standardowo klimatycznymi rysunkami Krzysztofa Wrońskiego. Poezje te winny znaleźć swe wyjątkowe miejsce na półce domowej, zaś z własnego odczucia polecam je na długie dołujące jesienne wieczory. 

sobota, 21 sierpnia 2021

Anna Micińska/Urszula Kenar - Witkacy, Wiersze i Rysunki

 



   Pozycja, którą mamy przed sobą to krótka i rozrywkowa, a nawet nader odkrywcza książeczka prezentująca po raz pierwszy twórczość jednego z najosobliwszych twórców pierwszej połowy XX wieku. Jak twierdzą autorki, nie jest to album, nie jest to katalog, ani wydanie krytyczne, a po prostu zbiór twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza, znanego pod pseudonimem Witkacy. Miszkulencja poezji, rysunków i fragmentów artykułu "Teoria Czystej Formy", gdzie artysta kontempluje nad istotą poezji, prozy i bytu słów pisanych. 
    Zbiór zawiera krótkie wierszowanki Witkacego - łatwe i chwytne, które mogą być pouczającymi powiedzonkami wyluzowanych dorosłych. Ozdabiają one zazwyczaj najciekawsze ujęcia fotograficzne portretów artysty. Nie pozbawione żartobliwego image i robiące sobie kpinę z oglądającego. Pojawia się kilka wierszy dłuższych, w których autor wyjawia swoje najdotkliwsze rany i zrazy do życia społecznego. Tak np. w wierszu "Do przyjaciół lekarzy" tłumaczy się ze swego zamiłowania do psychodelików. Innym razem w bardzo satyryczny dla siebie sposób wyrzuca innym przyjaciołom, sprawdzając ich obraźliwość w wierszu "Do przyjaciół gówniarzy". Teksty zaczerpnięte z "Teorii Czystej Formy" natomiast ukazują jak głęboko artysta wchodzi w atmosferę filozofii rozpatrując metafizykę słów stosowanych w artystyce, a nawet ich formę twórczą zradzającą pleonazmy i inne słowne dziwolągi. 











      
           Ciekawym jest układ wierszy, gdzie zdałoby się koncepcyjnym rozpoczęcie zbioru od wiersza dla przyjaciół i tym samym zakończenie zbioru również wierszem dla przyjaciół. Mowa o powyżej przytoczonych wierszach. Zbiór można uznać za swoisty mini panoptykon artysty, przedstawiający jego najciekawsze prace spośród wszystkich lat działalności. Zestawienie wierszy, tekstów i rysunków przypomina celowo złożoną sztukę teatralną, w klimacie lekkiej maskarady. Ostry humor, abstrakcyjny i łagodny nihilizm, a do tego nurt blagiczny czyni Witkacego oryginałem, którego prace i podejście do artyzmu zainteresuje każdego miłośnika sztuki. Tym właśnie polecam owy zbiór. 

Gatunek: Sztuka / Poezja
Rok: 1977
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie


środa, 26 maja 2021

Bartłomiej Fitas - Umarli nie wracają

 



   Powieściowe spotkanie z autorem chciałem rozpocząć od głośnej "Potępionej". Jednak kilka sytuacji sprawiło, że ta pozycja wpadła mi w ręce, jako pierwsza. Niczego nie oczekiwałem, na nic nie liczyłem, chciałem tylko czegoś mocnego, co sprawiłoby, że nie potrafiłbym się skupić na niczym innym. Po części tak było. 
   Od samego początku wyczuwałem, jakąś Kingowską manierę prowadzenia historii. Aczkolwiek tutaj wszystko zdawało się zbyt szybkie. Ekspresowe wprowadzenie, wrzuca nas na głęboką wodę i konfrontuje z najważniejszymi zdarzeniami. Tekst spójny i nienaganny, chociaż zbędne opisywania, na przykład zaciągania się papierosem, które nic nie wnosi do fabuły. Niestety tych wtrętów jest kilka. Dużym plusem jest szybkie wchłanianie tekstu. Nie ma takiej możliwości, by w którymś momencie tekst nas męczył, albo żebyśmy stracili rozeznanie, co czytamy. Tekst jest zatem płynnie skonstruowany i napisany łatwym językiem. 
   Co do fabuły, jak sam tytuł wskazuje, będziemy mieć do czynienia z umarłymi. Mowa tu nie o umarłych typu zombie i nie o zwykłym powrocie z zaświatów. Małżeństwo, które dopiero straciło syna i dopiero co go pochowało, przenosi się do nowego mieszkania. Jedna z sąsiadek - sędziwa staruszka, na pierwszy rzut oka sympatyczna, okazuje się... wiedźmą? Przy pomocy mruknięć i nieokreślonych sytuacji twierdzi, że sprowadziła z powrotem zmarłego syna. Artur (bo tak miał na imię) przybywa z martwych wraz z serią niewytłumaczalnych morderstw. Makabryczne mordy łączy jedna wizja - Świecący Człowiek i jego kuszące przywołania. Pojawia się coraz więcej postaci. Uważam, że za dużo. Na szczęście większość z nich jest ofiarami Świecącego Człowieka i szybko znikają. Niemniej można się troszkę pogubić, kto jest kim. Opisy morderstw podczas wizji Świecącego Człowieka są tu najciekawszym elementem. Kiedy z początku wydaje się, że to będzie poważny i mroczny horror, pojawiają się groteskowe i zabawnie irracjonalne opisy rodem z horrorów z lat 80 z "Koszmarem z Ulicy Wiązów" na czele. Przeraża, ale jednocześnie śmiejesz się, jak nastolatek w ostatnim rzędzie sali kinowej, który czekał na coś straszniejszego. Historia zaczyna się ciągnąć, a uważniejszy czytelnik zaczyna się zastanawiać, czy w tej powieści nie ma kilku luk fabularnych. Wszystko bowiem wyjaśnia się pod koniec. 
    Były jednak rzeczy, które mi nie pasowały w tej opowieści. Wraz z rozwijaniem się historii ojciec Artura, zdruzgotany odkrycie, które zrobiło mu bajzel w głowie, na spacerze spotyka starszą kobietę, która okazuje się jego nianią (ciocią) z czasów dzieciństwa. Kobieta wspiera małżeństwo, ale nic nie wnosi. Pozornie! Czytelnik przypomina sobie o starej kobiecie, która wywołała Świecącego Człowieka, lecz o niej nie ma później wzmianki. Na końcu okazuje się, że stara ciotka to ta sama stara kobieta, co wskrzesiła Artura. Wychodzi na jaw, że sama była umierająca i w ostatniej chwili weszła w pakt z jakąś ciemną siłą, której obiecała sprowadzanie umarłych dusz, by te dla niej zabijały, po to by została przy życiu. Pojawia się pytanie, czy do tej pory nie musiała nikogo wskrzeszać? A może robiła to tylko mamy tego się domyślać? Tylko w takim razie musiała się przenosić z miasta do miasta, bo inaczej byłoby głośno o innych Świecących Ludziach w mieście, w którym rozgrywa się akcja. Kolejne co mnie zastanawiało to dlaczego Świecący człowiek zabijał jedynie mężczyzn? 
    Koniec, w którym wszystko się wyjaśnia, jest czymś zupełnie innym niż można by się spodziewać i odczuwa się mały niedosyt. Powieść zdecydowanie pochłania i jest idealna na długie deszczowe wieczory, od których ta lektura nas oderwie i nie zwrócimy uwagi na deszcz. Szybka lektura z paranormalnym motywem powrotu z martwych. Mogła być lepsza, ale nie jest zła - na pewno bardziej wymagający czytelnik może się czuć niedopieszczony. 

Gatunek: Horror
Rok: 2021
Wydawnictwo: Dom Horroru