środa, 17 lutego 2021

Stanisław Lem - Solaris

 



   Stanisław Lem to wybitna postać wśród literatów fantastyki naukowej i lauru prekursora gatunku nikt mu nie odbierze. Jednakowoż czytelnik przy pierwszym zetknięciu się z tą prozą może się lekko rozczarować powyższą pozycją. Chodzi tu o całokształt sensu powieści. Zaraz tłumaczę, o co chodzi, najpierw zwrócę uwagę na to, do czego nie można się doczepić. A mowa o tym, jak powieść została napisana. Nie jest to ani prosty, ani trudny język. Zdania posiadają specyficzną składnię z wtrącanymi słowami, które dziś uważamy za błędne (np. "patrzałem"). Lem stosuje fachowe - naukowe słownictwo, toteż warto zajrzeć do słownika, by nie stracić sensu. Autor też bawi się słowem wymyślając różne określenia takie jak wizofon, odpowiadający dzisiejszym wideo rozmowom. Mnie najbardziej spodobały się naukowe opisy kosmicznych zjawisk oraz alegorii do życia powszechnego. 
   Teraz od tego co się w powieści dzieje, przejdę do rozczarowania. Główna akcja to przybycie Krisa Kelvina na stację krążącą wokół planety Solaris. Planeta badana jest przez znajdujących się na niej naukowców. Kelvin spędza czas na studiowaniu tzw. Solaryjskich pism, w międzyczasie próbując się dogadać z dwójką naukowców Snautem i Sartoriusem. W kajucie Kelvina pojawia się jeszcze Harey - ziemska partnerka Kelvina, która ma problem z akceptacją swojego istnienia - prawdopodobnie nie jest tym, kim jest. Członkowie stacji badają Solaryjską rzekę, która rzekomo ma świadomość i żyje. Naukowcy pragną nawiązać kontakt z rzeką. Pojawiają się także opisy tzw. mimoidów - form imitujących, z których naukowcy wierzą, że powstała żywa rzeka, a czytelnik domniemać może, że również zjawiona znikąd Harey. W opowieści mamy do czynienia bardziej z dysputami naukowo filozoficznymi na temat życia pozaziemskiego. Autor również chcę nam chyba pokazać różnice psychiczne zachodzące w kosmosie. Główny bohater rozważa w pewnym momencie czy nie oszalał. Dowiadujemy się, że szaleństwo to związane może być z nieprzystosowanym jeszcze organizmem do warunków pozaziemskich. 
    Obserwacja Solaryjskiego nieba, studia Solarystyki, przekomarzania między niesfornymi naukowcami - to główne tło "Solaris". Do tego quasi romantyczne relacje głównego bohatera z tajemniczo zjawioną wybranką jego serc, lecz gdzie jest głębszy sens? Gdzie puenta? Nie wiemy za bardzo, do czego zmierza powieść i trochę gubimy się w spójności tekstu. Prawdopodobnie tekst ma jakiś przekaz metaforyczny i znajdujemy go, jednak nie jest on prostolinijny. Dialogi natomiast pozbawione celu. Wymiana zdań między bohaterami jest lakoniczna i często nielogiczna. Odsłania to zapewne międzyludzki problem komunikacyjny związany z barierami językowymi i porozumiewawczymi. Znaczenie ostatniego rozdziału, w którym bohater schodzi na powierzchnię tajemniczej planety, także prosi się o rozszyfrowanie, a może jest tylko opisem dla czystej rozrywki?
   Nieoczywista treść "Solaris" znajdzie swych zwolenników, ale wydaje mi się, że również przeciwników. Do tej pory spotkałem się z przychylnymi opiniami, z pochwałami sięgnięcia po tę pozycję. W całym tym zachwycie nie zrozumiałem jednak fenomenu "Solaris", chociaż zapamiętam go pewnie na zawsze i wrócę do niego jedynie ze względu na fragmenty o solarystyce. Tymczasem mogę przestrzec świeżego czytelnika Lema, aby nie zaczynał tej czytelniczej przygody od tej powieści - może to być zniechęcające. Jednak to wciąż klasyka gatunku, którą trzeba znać i warto zajrzeć do tej powieści, aby zauważyć, jakie poglądy na zmiany podczas podróży kosmicznych, mieli wizjonerzy prawie pół wieku temu. 

Gatunek: Science Fiction
Rok: 1961 / 2016
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
    

niedziela, 24 stycznia 2021

Bruno Schulz - Sklepy Cynamonowe / Sanatorium pod Klepsydrą

 



   Prozaicy pokroju Bruno Schulza zapewne wśród wielu czytelników będą niezrozumiani i trudni do przyswojenia. W szczególności w dzisiejszych postmodernistycznych czasach, w których czytelnik liczy na trud sytuacyjny, ale w bardzo prostych słowach. Schulz natomiast, jako pisarz wybitny i zdecydowanie przedstawiciel surrealizmu wymaga od czytelnika wyobraźni i intelektualnego wchodzenia w szczegóły. Pierwsze spotkania ze Schulzowską literaturą są trudne i jest to piękna literatura, ale wydaje mi się, że nieodpowiedni przedział wiekowy uczniów, zapoznajemy z tą pozycją. Do "Sklepów..." i "Sanatorium..." trzeba dojrzeć. Zwykły uczeń nieprzywiązujący wagi do lektur uzna Schulza za grafomana - o ile będzie znać to słowo. Nie jest to też lektura na raz. Nie poczujemy i nie zrozumiemy jej, czytając ją tylko jeden raz. Polecam do niej wracać kilka razy. 
   Teraz sedno pozycji. Są to dwa tomy opowiadań ściśle może ze sobą nie powiązanych, ale bohaterowie i motywy łączą oba zbiory i wszystkie osobliwe opowiadania. Oba zbiory ponoć zawierają kwestie autobiograficzne. Główny bohater Józef opowiada niesamowite zdarzenia i przygody odbywane z jego ojcem Jakubem. Ciekawostką jest, że w rzeczywistości ojcem Brunona był właśnie Jakub. Mnie natomiast postać Józefa mocno kojarzyła się z prozą Kafki. Właściwie przygody Józefa i Jakuba nie są zwykłymi przygodami, a raczej poetycznie opisanymi w konwencji surrealistycznej snami. Snami Jakuba. Z tych opowiadań oniryzm po prostu wypływa strona po stronie, a czytelnik w nie wpatrzony, sam ulega sennym wizjom. To prawda. Nie raz zdarzy się, że przyśniesz przy lekturze, lecz jaka literatura jest w stanie wywołać w czytelniku tak przyjemną chęć. To zakrawa na magię i choć przeciąga to całe czytanie, nie odrzucasz tej lektury, nie nudzisz się nią, po prostu ja chłoniesz i się w nią dosłownie wciągasz. Może się zdarzyć, że nie będziesz wiedzieć o czym czytasz, ale kiedy wrócisz do tego i zwizualizujesz sobie to o czym czytasz, spojrzysz inaczej na pewne szczegóły. Powracające motywy ptaków, karakonów, manekinów, pornografii, bliżej nieokreślonych armii, kolei oraz śmierci ojca łączą się w psychodeliczny gwar, któremu czytelnik przygląda się z poziomu obserwatora. To wygląda tak, jakby czytelnik czytał czyjś sennik, Ba! Jakby się tułał po cudzym śnie. Zatem motyw snu ma tu charakter świata przedstawionego i nic w tych opowiadaniach nie wiąże się z realnością. Za to możemy zyskać odczucie groteski, absurdu i niestandardowej grozy. 
   Składnia zdań w opowiadaniach jest mistrzowska - wyszukane metafory, przepięknie rozbudowane opisy nawet najmniejszych szczegółów i często staromodne słownictwo, do którego trzeba przysiąść ze słownikiem. Proza Brunona Schulza, mam nadzieję, już na wieki pozostanie arcydziełem literatury międzywojennej. Jej forma zdecydowanej zabawy z wyobraźnią wykształtuje na pewno nie jednego artystę, a nuż wybitnego pisarza. Świetnym podsumowaniem lektury jest film Wojciecha Jerzego Hasa "Sanatorium pod Klepsydrą" inspirowany kilkoma opowiadaniami z tytułowego zbioru. Natomiast spośród samych opowiadań dla mnie najlepsze okazały się: "Traktat o Manekinach", "Karakony", "Druga Jesień" oraz "Sanatorium pod Klepsydrą" i na te polecam zwrócić szczególną uwagę. 

Gatunek: Literatura Piękna / Klasyka / Surrealizm
Rok: 1933 / 1937 / 2017
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

środa, 6 stycznia 2021

Patrick Suskind - Pachnidło

 



    Tytuł ten rozpowszechniony obecnie głównie przez film na podstawie omawianej lektury to niebanalna historia geniuszu, grozy i XVIII wiecznej Francji. Film znany przez duże grono kinomanów, zdobył serca wielu fanów, gdyż był równie niebanalny, piękny i dopracowany. Powieść na której oparto film, jest także piękna i należy oddać, że powstała długo przed ekranizacją. Jej wydanie datujemy na 1985 rok, natomiast zaskakujące są język i znajomość kultury XVIII wiecznej świata przedstawionego przez autora. Autentyczność tekstu jest idealna, za co autora tylko chwalić, bo język jest tak dostosowany, że chociaż, od czasu do czasu trzeba zasięgnąć słownika, to jest on piękny i przystępny, a do tego płynie się z tekstem. "Pachnidło..." to literatura wybitna, zasługująca na tak wybitne dzieło, jakim jest film Toma Tykwera. Opinie jednak różnią się bardzo - niektórzy twierdzą\, że film jest lepszy niż książka, a niektórzy, że film równie dobry co książka. Odwieczne pytanie postawione: co lepsze? Powieść, czy ekranizacja? Ale nie jesteś tu by porównywać. 
    Moim zdaniem książka dorównuje ekranizacji - nawet nie separowałbym jednego od drugiego. Film ponadto jest wierny książce. Może z małymi nieistotnymi szczególikami, ale mówiąc o filmie, to jakbyśmy mówili o książce i na odwrót. Jak już wspomniałem język jest tu bardzo mocną stroną - epokowy i poetycki w mnogości opisów. Autor przyjął bardziej gawędziarski styl i zaoszczędził na dialogach. Tym samym powieść przypomina baśń lub jakąś przypowieść. Wykwintny i erudycyjny język środowiska perfumeryjnego dodaje autentyczności, otaczając wrażeniem, jakbyśmy byli w miejscach i wśród ludzi, o których czytamy. Powieść jest jak dla mnie mieszanką gatunkową grozy, nowelki obyczajowej, dramatu i thrillera. W Paryskim oświeceniu poznajemy świat zapachów i smrodu. Dosłownie język autora, znowu chwalony, w opisach przybliża nam zapachy otaczającego nas świata. W tych opisach wszystko pachnie, rozczulając nas, a smród potrafi wywrzeć efekty wymiotne. Jednak w dużej mierze czytamy o przyjemnych zapachach, które wręcz czujemy w myślach podczas lektury. 
   Cała fabuła opiera się na historii Jana Baptysty Grenouille, któremu towarzyszymy od narodzin. Od tego momentu czytamy o jego niezwykłości, woli przetrwania i uporze. Grenouille charakteryzuje się jednym unikatowym darem - posiada nadnaturalny zmysł powonienia. Poznaje, komunikuje się, oblicza i rachuje za pomocą węchu. Zapach to wszystko, co cieszy go w życiu. Z czasem jednak jego fascynacja zapachem osiąga poziom maniakalny i za wszelką cenę chce nauczyć się wytwarzać zapachy, a nawet je zatrzymać. W tym celu uczy się w kilku miejscach tworzenia perfum - tworzenia baz zapachowych, a następnie tzw. anflurażu. Niestety Grenouille i jego chore ambicje każą mu wyciągać zapach z dosłownie każdej rzeczy, każdego zjawiska i każdej istoty. Im więcej życia, tym lepiej. Bohater odkrywa zapach doskonały, który pozwoli mu poczuć się kochanym, a zapach ten dostarczą mu tylko odpowiednie ciała kobiet. Od tej pory zaczyna się seria wyrafinowanych i nieprzewidzianych morderstw. 
    Ubóstwienie, wiążące się z niepohamowanymi rozkoszami cielesnymi kończy się aktem typowym dla grozy. Przekonujemy się, jak wielką władzę i oddziaływanie na ludzką psychikę może mieć zapach. Pomijając epokę, w której dzieje się akcja, zauważmy, jak ważny jest zapach wokół nas i jakie niesie informacje. To wiedział Grenouille i stał się nawet tego ofiarą. Czy zakończenie satysfakcjonuje na tle tak wysokiej literatury? Dla mnie to miał być hołd w stronę grozy - czysta rozrywka o aromacie godnym mistrzów pióra. Poczuj sam, o jaki aromat chodzi. Zapewniam, że czytając książkę wyświetlą Ci się w głowie znakomite sceny Tykwera. 

Gatunek: Literatura Piękna / Groza / Dramat / Thriller / Nowela
Rok: 1985 / 2015
Wydawnictwo: Świat Książki

środa, 30 grudnia 2020

H.G. Wells - Wyspa Doktora Moreau

 




   Wells stał się jednym z najważniejszych prekursorów literatury science fiction - to nie ulega dyskusji. Tworząc swoje powieści, oparł się na przełomach, królujących w czasach jego działalności. Otwierało to furtkę wyobraźni Wellsa do bardzo pokaźnego stopnia. Przykładem jest właśnie "Wyspa Doktora Moreau", która dotykała tematów ewolucji, genów DNA i odważnej wizji zabawy w Boga. Ponadto autor nie stroni od atmosfery grozy w swym dziele. Powyższe tematy jeszcze nie tak opanowane były wówczas "nieznanym", którego zawsze się bano, a Wells doskonale i z manierą wykorzystał w swej powieści. 
   Pozycja ta jest moim zdaniem idealnym początkiem przygody z sci fi dla czytelnika. Nie zawaham się stwierdzić, że nawet dla młodego czytelnika i nie mam tu na myśli malców w przedziale wiekowym np. 4-10 lat. Rozgarnięty jedenastolatek albo max. trzynastolatek mógłby spokojnie zacząć eksplorację fantastyki naukowej od tej lektury. Myślę, że można by nawet pomyśleć o kanonie lektur szkolnych. Skąd ta odwaga? Powieść napisana jest przystępnym językiem, poza opisami przerażających wydarzeń nie ma tu nic gorszącego. Wręcz przeciwnie na podstawie tej lektury można śmiało omawiać ludzkie podejście do natury, tematy moralności, a także naukowe spektrum eksperymentalne. To powieść, w której mamy elementy niewiarygodności i fantazję podpartą naszymi obecnymi doświadczeniami w świecie i czasach, gdzie znamy postać Mengele, postępy w genetyce i kilka doświadczeń w eksperymentach z klonowaniem. Gdyby dziś pisać tę powieść to właśnie te kazusy stanowiłyby dla autora inspiracje. 
   Powieść utrzymana jest w formie relacji z pierwszej osoby liczby pojedynczej. Styl opowieści charakterystyczny dla opowiadań Lovecrafta. Narratorem więc i głównym bohaterem jest Edward Prendick, ocalały z katastrofy statku "Piękna Pani". Jako jedyny ocalały wraz z niejakim Montgomerym i jego dziwnym towarzyszem M'lingiem na pokładzie łodzi, która uratowała Eda, dobijają do nieznanej wyspy. Gospodarzem ziemi jest doktor Moreau. Prendick poznaje mroczne badania doktora i jego szalone eksperymenty, polegające na krzyżowaniu różnych gatunków zwierząt i nadawaniu im ludzkich cech. Homoidalne zwierzęce hybrydy obdarzone tzw. Prawem zamieszkują wyspę, lecz widać jak bardzo są ułomne i być może cierpią. Nie pomagają w uldze władcze postawy Montgomery'ego i Moreau. W pewnym momencie wszystko wymyka się spod kontroli i dochodzi do tragedii. 
   Prendick w swych relacjach opisuje wydarzenia zachodzące na wyspie i kontrowersyjne stanowisko naukowe Doktora Moreau. Powieść przywodzi na myśl historie Verne'a lub przygodówki przypominające "Robinsona Cruzoe" lecz mroczniejsze. Można więc uważać, że to przygodówka grozy science fiction. Książkę czyta się szybko i bez problemu, a w posłowiu Mirosława Gołuńskiego poznajemy proces powstawania dzieł Wellsa oraz inspiracje i odzwierciedlenia wywodzące się z toposu dr. Moreau. Znakomite i ważne dzieło, nie tylko dla rozrywki, ale także dla filozoficznych i naukowych dysput, mogących w przyszłości z tej mrocznej historii wynieść coś pozytywnego dla następnych fizjologów i genetyków. Science fiction to nie tylko fikcja, to także nauka. Na koniec przy lekturze zwróćmy uwagę na obrazujące nam lekturę grafiki Giuseppe Galibardi Bruno, który świetnie oddał ducha epoki. 

Gatunek: Powieść przygodowa / Science Fiction / Fantastyka / Groza
Rok: 2020 / 1896
Wydawnictwo: Wydawnictwo Vesper

sobota, 26 grudnia 2020

Artur Urbanowicz - Paradoks

 



   Od debiutu pana Urbanowicza, daliśmy mu, do dziś niezachwiany kredyt zaufania. Wiemy, że nas porwie, zaskoczy, wystraszy, i nauczy wielu rzeczy, jakich tylko życie potrafi zweryfikować, ale ułoży to słowami doskonale złożonymi, zwięzłymi i do zrozumienia dla każdego. W przypadku "Paradoksu" mamy podobnie, z tym że szczegółowe omówienie tej pozycji jest prawie niemożliwe - oczywiście wytłumaczę czemu. Jest ona bezsprzecznie genialna i warta miana bestselleru. To powieść, w której nie wiemy, co się może wydarzyć, gdyż nieprzewidywalna wyobraźnia autora wprowadza takie zwroty akcji, że nie wiemy zupełnie, jakiego gatunku powieść czytamy. "Paradoks" to miszmasz gatunkowy i inspiracyjne tutti frutti, bo naliczyłem kilka odniesień i trafiłem na pewno jedne z głównych. 
   Autor w posłowiu poprosił, aby nie spoilować w recenzjach i opiniach. To też powód, dla którego nie da się szczegółowo omówić tej pozycji. Jest to mimo wszystko zrozumiała prośba, zważywszy na to jak wiele się dzieje w historii. A Artur Urbanowicz piszę tak, że cały czas coś się dzieje. Nawet jak nic się nie dzieje, to rozważania bohaterów absorbują nas całych, jakby to były nasze rozważania - kolejna rzecz, którą uwielbiam w powieściach. Skoro nie spoilujemy to napiszę tylko, o co pokrótce chodzi, tak żeby Cię zainteresować, dorzucając do tego inspiracje, którymi czuję, że autor mógł (ale nie musiał...może to się samo zrodziło w jego głowie?) posiłkować się i których odniesienia widzimy w powieści. Tak więc historia opisuje perypetie studenta matematyki - tyle! Tyle? Nie do końca... Myślisz, że perypetie studenta matematyki będą nudne? A co jeśli z początku będzie Ci się wydawać, że ten przyszły matematyk ma rozdwojenie jaźni? Znajome? A co jeśli dalej się okazuje, że to nie rozdwojenie, a rozwielenie? I to nie jaźni... Tak, jak wyżej miszmasz gatunkowy prowadzi nas od thrillera psychologicznego, przez horror, aż do science fiction. Można śmiało powiedzieć, że to powieść z tych, które ryją banię zbyt mocno. Poza tym główny bohater - wspomniany student matematyki - Maks jest odwrotnością bohatera, bo to jeden z tych, których nie darzymy zbytnią sympatią. To introwertyczny perfekcjonista, niby typowy kujon, ale uważający się za lepszego od wszystkich. Nikt go nie lubi, no, chyba że odrobi za kogoś pracę domową, ale i tego nie robi za darmo. Maks popada w paranoję, gdy zrobi coś źle, a to nie przystoi człowiekowi podchodzącemu do życia z matematyczną precyzją. Autor daje nam też dużo lekcji psychologii, logiki i pokazuje nam jak ważna jest w życiu znajomość matematyki - te argumenty wyjaśniają odwieczne zdanie nieuków: "do niczego mi się nie przyda ta matematyka". Poznajemy pojęcia, których zwykle nie zasłyszymy poza salą wykładowczą, ale określają to jak mówimy poza tą salą. Wydaje mi się, że każdy intelektualista, nawet ten, który za bardzo nie przepada za ścisłością matematyki, będzie się świetnie bawić przy lekturze i będzie się śmiać do rozpuku przy żarcikach rzucanych przez autora. Trzeba dodać, że jest to częściowo powieść autobiograficzna, a na dodatek odwołuje się do wcześniejszych powieści pana Artura, co czyni ją ciekawszą. 
    Przejdźmy teraz do inspiracji i nawiązań. Na pierwszy front wysunęło mi się podczas lektury skojarzenie z filmem "Pi" Darrena Aronofsky'ego. Jak się okaże w dalszej części książki, pojawi się dosłowna wzmianka o tym właśnie filmie. A także do podobnych tematyce "Piękny Umysł" i "Dowód" - są to filmy o uzdolnionych matematykach cierpiących na jakąś neurozę. Te nawiązania jak widać, nie są przypadkowe. Kolejnym skojarzeniem jakie mi się nasunęło pod koniec książki był serial "Dark". Jeśli widzieliście serial nie będę pisał o co w nim chodzi, bo pojawia się tu najważniejszy motyw, którego nie wolno nam spoilować. A jeśli nie widziałeś "Dark" polecam obejrzeć w międzyczasie lektury. Te dwie rzeczy mogą okazać się ciężką rozrywką, ale genialną. Pewne inspiracje mogłyby za wiele zdradzić, ja natomiast, podsumowując w telegraficznym skrócie, chcę zakomunikować, iż "Paradoks" to wspomniane produkcje kinematograficzne połączone w jedno!
    Perfekcjonizm jest chorobą, a ta powieść pokaże Ci, do czego może doprowadzić, gdy WSZYSTKO obliczasz na KAŻDYM kroku, pomimo wypunktowania kwantyfikatorów i tak popełniasz błąd - co robisz, by ten błąd poprawić? 

Gatunek: Thriller / Horror psychologiczny / Sci Fi
Rok: 2020
Wydawnictwo: Wydawnictwo Vesper

niedziela, 13 grudnia 2020

Howard Phillips Lovecraft (i inni) - Wyzwanie z Innego Świata

 



   Dotarliśmy chyba do takiego momentu w historii literatury kiedy mamy już opublikowane wszystkie dzieła Lovecrafta w języku polskim. Włączmy w to opowiadania, eseje i chyba nawet część listów, których ilość przekracza dorobek powiastkowy. Jednak bardzo ważnym, wręcz istotnym elementem w twórczości ojca Cthulhu była więź z innymi literatami jego okresu. Mowa o przyjaciołach od pióra, z rzeczonych listów, którzy stali się współtwórcami cyklu Arkham i kontynuatorami spuścizny Lovecrafta. To właśnie na tą cześć Wydawnictwo IX odgrzebało i wydało zbiór opowiadań "Wyzwanie z Innego Świata". Jest to zbiór najlepszych opowiadań (chyba), jakie Lovecraft współpisał ze swymi korespondencyjnymi przyjaciółmi. Co więcej, te opowiadania nie opierają się ani trochę na znanych nam przez Howarda mitach. W tym zbiorze porzucono ten element, ale również skupiono się na czymś z innego świata - jak zresztą sam tytuł wskazuje. 
   Mamy tu więcej współautorów niż by się zdawało, niemniej powtarzają się, co wcale nie zawęża śmietanki. Wśród współautorów siedemnastu opowiadań są między innymi C.L. Moore, Robert E. Howard, Frank Belknap Long, Robert H. Barlow, Winifred Virginia Jackson i kilka innych nazwisk. Zbiór podzielony jest na dwa rozdziały:
- Opowieści niesamowite
- Opowieści humorystyczne
   Jeśli chodzi o opowieści niesamowite to opisują one typowe dla Lovecrafta rozważania - gierki ze świadomością, podświadomości i nadświadomością, motywy światów równoległych i innych wymiarów, przeplatane ze snem i nadnaturalne istoty z kosmosu - charakterystyczne dla weird fiction. Z kolei opowieści humorystyczne zaskoczą tych, którzy wciąż wierzą, że Lovecraft był ponurakiem niepotrafiącym się uśmiechnąć. Jak się okazuje, dysponował ogromnym poczuciem humoru. Możemy to poznać w gierkach słownych, jakimi nas raczono właśnie w humorystycznych opowiadaniach. Ten rozdział nie jest charakterystyczny dla mistrza grozy, ale wciąż ukazuje kunszt pisarski, który, mimo że lekko archaiczny, pobudza wyobraźnię. Opowieści humorystyczne opierają się na rozterkach obyczajowych życia codziennego nizin społecznych, ale ukazują je w krzywym zwierciadle. Cały sens dowcipu jest dla nas jasny dopiero na końcu - typowa puenta, ale z przytupem. Początkowo czytamy o zwykłym życiu, często z zabawnymi opisami, lecz autorom wystarczy jedno zdanie na końcu opowiadania, po którym tarzamy się ze śmiechu, albo zastanawiamy się, co tu się stało, co to za zwrot?
   Ten nieprzeciętny zbiór opowiadań jest doskonałym suplementem dla fanów twórczości Lovecrafta, którzy znają już wszystko. Kolekcjonerzy także będą zachwyceni, ale trzeba zaznaczyć jedno - to nie jest pozycja dla kogoś, kto rozpoczyna przygodę z prozą Lovecrafta. Taki "świeżak" łapiący za tę pozycję na początek może się zrazić do autorów, a żeby poczuć klimat typowy dla opowiadań weird fiction autorstwa H.P. Lovecrafta, należy zacząć od jego solowych zbiorów gdzie pochłoniemy to czym charakteryzuje się "strach przed nieznanym". Tym samym nie ma co demonizować tego zbioru infantylnym "nie chcę tego, bo tu nie ma Cthulhu!"... Otóż weird, jako gatunek nie polega tylko na Cthulhu, to po pierwsze. Po drugie Lovecraft, jak wspomniałem, jest znakomitym pisarzem i nawet kiedy nie ma mowy o jego mitach, czytamy o istotach robakopodobnych, a sam styl urzeka nas za każdym razem. Powyższy foch okazuje się więc kategorycznym błędem czytelnika. "Wyzwanie z Innego Świata" to rewelacyjny zbiór fantastycznie ukazujący grozę - Lovecraftowską i nieznaną nam wcześniej - A tytułowe opowiadanie pochłonie nas do reszty!

Gatunek: Horror / Weird Fiction
Rok: 2018
Wydawnictwo: Wydawnictwo IX 

poniedziałek, 7 grudnia 2020

Edgar Allan Poe - Miasto w Morzu i inne utwory poetyckie

 



   Każdy gatunek ma swoich mistrzów pióra. Każdego mistrza określamy także w duchu epoki, po której zostaje z nami na zawsze. Najbardziej osobliwym i silnie poczytnym gatunkiem wciąż jest groza. Ten gatunek jak dotąd ma trzech mistrzów "czarnego" pióra - kolejno wymieniając, przy czym cofając się z duchem epoki będą to: 
King - Lovecraft - Poe
Zaczynając więc od prekursora grozy gotyckiej, utrzymanej w epoce romantyzmu - Poe, sięgniemy po niedawno opublikowany zbiór, moim zdaniem, jego najwspanialszych wierszy. Dzięki Wydawnictwu Vesper możemy się z nimi zapoznać i wracać do nich tyle razy ile chcemy. Mistrz Poe tworzył poezję podszytą baśniowością, mitologiami i osobliwie przerażającym romansem okrytym całunem fatum - dziś taka poezja jest pewnie klasycznym reliktem, lecz dla zakochanych w poezji będzie to kolejny dział poetyki do przerobienia. 
   Poezje Edgara mogą nam się wydawać prosto napisane z zastosowaniem łatwych rymów (mimo, że technicznie są nienaganne), ale zagłębienie się w treść, odczucie jej i spokojne przeanalizowanie, przenosi nas w jakiś inny świat. W powyższym tomiku mamy zatem najznakomitsze wiersze z różnych etapów życia autora, w tłumaczeniach: Zofii Kierszyc, Włodzimierza Lewika, Władysława Nawrockiego, Barbary Baupre, Antoniego Lange, Romana Klewina, Zenona Przesmyckiego, Juliusza W. Gumolickiego i Jerzego Żuławskiego. Dla uczulonych na niedokładne tłumaczenia (czego nie zarzucam) w zbiorze dla kontrastu możemy przeczytać opublikowane dodatkowo wiersze w oryginale, co zresztą unaoczni nam kunszt, z jakim Poe pisywał. Tak wśród wybranych przez Macieja Płazę wierszach w omawianym tomiku pojawiły się "Sen we Śnie", "Do Heleny", tytułowe "Miasto w Morzu", "Lenora", opus magnum "Kruk", "Kolizeum", "Kraina Snu", "Do Zante", "Anabelle Lee", "Do Ani", "Eldorado" i kilka innych. Wśród wymienionych są takie wiersze, których powstanie wiązało się z jakimś ważnym wydarzeniem w życiu poety. Wiersze te bywają pełne niepokoju, lecz jednocześnie lekkości. Niepokój przejawia się chyba w każdym wierszu, w którym odnosi się do kobiet swego życia. W poezjach Edgara zawsze umierają lub mają do czynienia ze śmiercią. Czasem nawet ze śmiercią samego Poe. Groza w romantyzmie to motyw, który gości także u Brama Stokera w "Draculi", jednak to Poe lekko i niebywale opisuje strach towarzyszący uczuciom przypisywanym wielu jego "kochankom". 
    Na zakończenie do tomiku mamy dołączone posłowie wspomnianego Macieja Płazy. W owym posłowiu poznajemy wspomnienie Edgara Allana Poe z tego, jaki był, jak wyglądało jego życie rodzinne, uczuciowe i w końcu pisarskie. Żywiąc ogromną sympatię do tego autora, dowiadujemy się,  że w rzeczywistości nie był taki sympatyczny. Poznajemy go jako awanturnika i alkoholika, lecz mimo to zdobywcę wielu damskich względów. Jego natura trawi to, co pokochaliśmy w jego wierszach i tym samym czyni prawdziwą mroczność, jaką nas raczył w swych dziełach. Prekursor  nie tylko gatunku, ale też inspirator powstania dekadentyzmu. Pewnie jako człowieka byśmy go nie polubili, lecz na szczęście pokochaliśmy jego wnętrze przez poezję prawie tak samo jak jego wszystkie muzy. Jeśli kochasz XIX wieczną poezję, zapoznaj się z najwspanialszymi utworami Poe, w których zatopisz się jak miasto w morzu, a nie wrócisz z niego - nigdy już!

Gatunek: Poezja / Groza
Rok: 2018
Wydawnictwo: Wydawnictwo Vesper