czwartek, 19 marca 2020

Wisława Szymborska - Czarna Piosenka


   O tomikach poezji wiele pisać nie trzeba poza zachętą do czytania tej formy literackiej, gdyż niesamowicie odpręża i odzwierciedla wszelkie emocje, z którymi czytelnik może się utożsamić. Są natomiast poezje wysokolotne, których interpretacje są trudne, za to emocje towarzyszące wersom - nie ogarnione. Taką poezję pisała Ś. P. Wisława Szymborska. Od zawsze znakomita poetka, do której wracamy bardzo często. Jej debiut, o którym właśnie piszę, jest być może obcy dla tych, którzy nie mieli do czynienia z wojną, ale wrażliwość, jaką poetka oplotła swe wojenne wspomnienia, dotknie każdego ckliwca. 
   Ten  krótki tomik, zawierający wiersze z okresu 1944 - 1948, zaczynamy od wstępu Joanny Szczęsnej. We wstępie poznajemy historię powstawania debiutu, który nigdy się nie ukazał. Paradoksalnie trzymając go w ręce, miejmy świadomość iż wydano go po śmierci poetki. Wstęp prezentuje nam także krótkie szczegóły małżeństwa Szymborskiej i przepiękny gest męża. Małżonek przepisuje pierwociny Wisławy, po to, aby debiut był kompletny i gotowy do wydania. Wreszcie przeredagowany maszynopis trafia do rąk poetki na jej urodziny, jako prezent od męża. Taki prezent to gest możliwy tylko w związkach czysto poetyckich. 
   A wiersze te to piękne migawki wojenne upstrzone, jak już napisałem wrażliwym tonem. Czytając je, masz niesamowite doświadczenie pływania w kolejnych linijkach, spośród których jedna przeplata się z drugą. Wchodzisz pomiędzy delikatne słowa, cały wiersz wizualizuje Ci się niczym wizja po upojeniu słowami między którymi przechodzisz. To aż niesamowite, jak dziwne wizje wiersze te w nas rodzą. Tym samym najlepsze kawałki (moim zdaniem): "*** Świat umieliśmy kiedyś...", "Pocałunek nieznanego żołnierza", "Erotyk żartobliwy", "Ballada dzisiaj", "Niedziela w szkole" i tytułowa "Czarna piosenka" komponują się tak, jakbyśmy byli świadkami scenerii dziejących się w wymienionych wierszach. 
   Ta "książka widmo" to ważny artefakt w zbiorach każdego miłośnika poezji, który cenił sobie wrażliwość poetki. Po tylu latach możemy usłyszeć takty "Czarnej Piosenki".

Gatunek: Poezja
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak
Rok: 1944 - 1948 / 2014

poniedziałek, 16 marca 2020

Immanuel Kant - Metafizyka Moralności


   Na chwilę obecną będzie to ostatnie pod rząd spotkanie z etyką. Głowa musi sobie odpocząć od czasu do czasu, tak więc postanowiłem filozofię moralności dawkować sobie w kratkę z innymi tytułami, które się namnażają i ktoś to musi przeczytać ;) 
   Nie łatwe jest życie czytacza!

   Dziś na tapet wjeżdża za to Kant ze swoim kategorycznym imperatywem!



   Myśląc "moralność", pierwszy kto przychodzi nam na myśl to Kant. Jest tak? Nawet jeśli nie, ja tak miałem. Nie było to słuszne.  Niemniej praktyczna filozofia, czyli etyka zawdzięcza Kantowi dużo i po lekturze, muszę przyznać, że do dziś nie możemy się otrząsnąć z letargu kantowskiego systemu moralnego. Niemieccy filozofowie wydaje się, jeden po drugim tworzyli drabinkę (której szczeblami byli sami) do powstania czystego totalitaryzmu. Kant dorzucił swoje grosze w postaci kategorycznego imperatywu, uznawanego przez niego za rozum praktyczny. W rzeczywistości podawał przepis na totalitarny system rządów. Zanim dotrzemy do takiej konkluzji, musimy wpierw przebrnąć przez kilka części tej publikacji. 
   Mianowicie w przedmowie dowiadujemy się o dwóch stadiach pracy filozofa - krytycznym i postkrytycznym. Ta pozycja powstała już w stadium postkrytycznym, jako że myśliciel z wiekiem zmienił swoje poglądy, chciał uaktualnić swoje poglądy. Jednak one wciąż przypominają niewinny przyczynek do zasiania "zła". Główny tekst natomiast dzieli się na:
   1. Metafizyczne Elementy Teorii Prawa
   2. Metafizyczne Elementy Teorii Cnoty

   Ad 1. Ten dział jest najdłuższy. Chyba najnudniejszy i jeśli nie jesteś studentem prawa, trudno będzie przemyśleć słowa autora. Tu dowiadujemy się o sprzecznych założeniach bądź rozumowaniach filozofa. O wspieraniu niewolnictwa przez Kanta, nie trzeba mówić, jednak tamtejsze czasy upośledzały zapewne pojęcie wolności. Dlatego, kiedy Kant piszę o wolności, doświadczamy niespójności, kiedy dalej czytamy o niewolnikach, nie mających praw do wolności... kolokwialnie - bo tak!
   Metafizyka w ogólnym tłumaczeniu to abstrakcja. Rzekłbym, że także absurd, bo czytając takie androny, jak w powyższym przykładzie, zastanawiamy się, czy aby na pewno tak wygląda klasyczna metafizyka? Mało tego, Kant kategoryzuje (utrzymując, że tego nie robi), gdy uznaje pozycje społeczne (monarchów i innych arystokratów) za lepszych od, bogu ducha winnego plebsu, którego dziś nazwalibyśmy niższą klasą społeczną. Ta niższa klasa społeczna już od średniowiecza (też ciemnogrodzkich czasów) była uważana za tę, która nie ma pełni praw. Od tego przechodzimy w sprawiedliwość - najtrudniejsze zjawisko do odczytania. Tylko czy skoro opierać się na rozsądku, i co sam Kant faworyzuje, czy powyższe jest sprawiedliwe? Podobnie rzecz się ma w sprawie chorych, którzy pozbawieni praw, najlepiej jakby byli zlikwidowani. Czy to nie brzmi znajomo? Za to najwięcej praw i możliwości wg Kanta ma sędzia, którego nie możemy oceniać nawet według tego samego prawa. To oznacza, że pewne negatywne skutki potencjalnie złych czynów nie mogą tyczyć się sędzi, jeśli ten zrobi coś nieetycznego. Gdzie więc sprawiedliwość? 
   Nadużywane pojęcia: a priori, metafizyka, transcendentalność nie będą zrozumiałe na żadnym etapie lektury. Kant miesza swe totalitarne nasienie z subiektywną moralnością, twierdząc, że to od nas zależy, co uznamy za dobro moralne i że jako wolne jednostki nikt nam nie może mówić, jak mamy się prowadzić, jednak wpajając nam, że mamy być posłuszni. Być może odbiór pewnych pojęć był zgoła inny, ale kategoryczny imperatyw był po prostu uniwersalizmem zasad moralnych, co w przypadku subiektywnej oceny raczej nie ma miejsca. 

   Ad 2. W końcu docieramy do krótszej i bardziej zrozumiałej części. Podobnie zaś abstrakcyjnej i przeczącej zjawiskom. Podczas dywagacji na temat cnót, Kant zdaje się, zaczyna pisać do rzeczy (w poprzedniej części udało mu się to także w przypadku obywateli świata, ale dalej skiepścił). Kant odrzuca założenia Arystotelesa co do umiaru i podaje swoje, lecz jak bardzo Arystoteles też się mylił w wielu kwestiach, tak w przypadku umiaru było to słuszne założenie. Tym samym Kant cnoty układa w pragmatycznym rzędzie i ocenia je, jako zwykły obowiązek. Pragmatyzm odbija mu się także w sprawie miłości i przyjaźni. Zaprzecza istnieniu przyjaźni, o dziwo tu zgadzając się z Arystotelesem. Uznaje ją jednak za potrzebną gwoli życzliwości. Nie sprowadza ani miłości, ani przyjaźni do formy uczuciowej. Choć zachowania względem bliźnich wykłada słusznie, to zastrzega oschłość w relacjach przyjacielskich, ponieważ wszystko to obowiązki, które ludzie mają wobec siebie. 

   Mimo iż Kant opiera się na rozumie, trywializuje prawdziwe działanie rozumu względem naszych skłonności. Rozumie naszą naturę ludzką, lecz w żaden sposób nie angażuje nas w wiarę w swoje przyrodzone zdolności. Ma rację także, jeśli chodzi o dydaktykę moralną, która zakłada, że każdy jest w stanie nauczyć się moralności. Niestety sprowadza wszystko do płytkiej pragmatyki, co sprawia, że zła natura jest odbierana za normę. Kant oczywiście nie jest odosobniony w takich założeniach, ale imperatyw już jako słowo kojarzy się źle. Jeśli praktyczny rozum ma coś wspólnego z osiągnięciem moralnego podium, to jednak niech będzie subiektywną skłonnością naturalną. 

Gatunek: Filozofia, Etyka
Rok: 1797 / 2015
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN

środa, 26 lutego 2020

Książki, na które Szkoda Czasu (Część 1)

   W zeszłym roku chwytając po tytuły, które za nic nie chciały mnie wciągnąć, albo męczyły tak, że ani skupienia, ani nie wiem, co czytam, lub po prostu były to jakieś dyrdymały, po których spodziewałem się czegoś więcej, myślałem, że odstawie te tytuły. Pomyślałem sobie jednak, że w imię lepszego wyboru tych, którzy chcą czytać ciekawe rzeczy i nie tracić czasu na coś zbędnego, pomęczę się chwilę, by wiedzieć, co odradzić czytelnikom. Oczywiście o gustach się nie rozmawia, bo to, co ja odradzę, może spodobać się komu innemu. Moją subiektywną ocenę pozostawiam więc tylko do wglądu. A ponieważ nie będą to długie antyopinie, to każdy będzie mógł szybko stwierdzić, czy dana pozycja również będzie mu nie odpowiadać.
   Będzie to cykliczny insert na blogu, w którym po minionym roku będę prezentować książki, które przeczytałem i w żaden sposób mnie nie porwały. Na początek dwie starocie przeczytane w 2019 roku. Bardziej naukowe, jednak będące trudne do przebrnięcia:


1. William Backus, Marie Chapain - Mówienie Prawdy Sobie Samemu (1992)


   Początek lat 90. Nie pamiętam, jak wyglądał wtedy rynek coachingowy i samorealizacyjny, ale ta pozycja ma być dla tych, którzy cały czas pracują nad sobą i chcą poprawić swoje życie. Problem w tym, że ta książka powinna pojawić się na półce "religia" zamiast "psychologia". Nie wprowadza ona niczego odkrywczego, ale dorzuca kilka naiwnych kąsków, specjalnie dla głęboko wierzących. Osoba nie wierząca, chcąca poprawić swoje życie będzie nudzić się przy tej lekturze, ze względu na tłumaczenie wszystkiego bogiem, miłością do niego itp. Tę książkę da się streścić jednym zdaniem: "Twoje życie nie jest szczęśliwe i nie cieszysz się z niego, bo za mało oddajesz się Bogu". W dzisiejszym świecie opartym na działaniach i realnych założeniach argumentacja słabą wiarą nie jest żadnym argumentem, chyba że tak jak wspomniałem - jesteś głęboko wierzący / wierząca. Chociaż liczba bigotów, mówiących o dobrej nowinie i miłości oraz dobru pochodzącym od boga, a poza swą rzekomą wiarą są nieopanowani i prezentują krzywy kręgosłup moralny, jest zatrważająca. Ilość argumentów kończących się ufnością w Bogu, aż irytuje. 
   Niemniej kilka ciekawych odkryć można dokonać i starać się sobie uświadomić. Przykładowo, że nikt nie musi nas przecież lubić. Z jednej strony prowadzi to do skrajnej introwersji, z drugiej do przesadnego narcyzmu, ale suma summarum jest to ciekawy sposób wmówienia ludziom samotnym "nie z wyboru", jak można sobie poradzić w życiu. Ciekawym spostrzeżeniem psychologicznym okazuje się także to, że nikt, ani nic nas nie denerwuje, bo to my sami się denerwujemy. Tak samo, jak nic nie jest straszne, dopóki nie zrozumiemy, że coś dla nas jest straszne. Ciekawe, jeśli jest to tak konkretnie przedstawione, ale to wciąż nic odkrywczego. Myśl pozytywnie - to rada każdego coacha, bez względu na to czy jest psychologiem, menelem czy księdzem i nie jest to nic odkrywczego. Ta książka to jak psychoterapeuta, który niegdyś był księdzem, a Ty właśnie odbyłeś / aś z nim swoją pierwszą wizytę, która oczywiście nic nie pomogła.


2. Marian Bielicki - Zapomniany Świat Sumerów (1966)



   Teraz coś NIE dla miłośników historii czy głębiej antropologii. Od jakiegoś czasu dużo się mówi o Sumerach. Cywilizacja sumeryjska jest wdrążana w różne tematy "teorii spiskowych", przez co ich działalność staje się ciekawsza. Niemniej bardzo trudno znaleźć lekturę przybliżającą nam ciekawostki z czasów sumeryjskich. W poszukiwaniach kompendiów na ten temat zawsze natkniemy się na tę propozycję Mariana Bielickiego, jako pierwszą i zapewne kompletną. Bzdura! Po pierwsze książka jest dosyć gruba, ale nudna strasznie i pisana takim językiem, że nie idzie się skupić nad tekstem, tym samym nie wiemy o czym czytamy. Autor piszę, że jego wieloletnie badania doprowadziły go gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie. Większość tekstu to pisma pozostałe po "księgach" sumeryjskich, gdzie zapisywano obyczaje, mitologie i wszelkie wierzenia sumeryjskie. Teksty te napisane są w stylistyce mocno przypominającej język z pisma świętego. Jednak treści ukazane są w ten sposób, jakby Sumerowie byli bardzo zacofaną nacją. Pod koniec dopiero można wyczytać coś ciekawego na temat obyczajów Sumerów po jakimś postępie cywilizacyjnym. Niemniej Sumerowie ukazani są jako odpowiednicy biblijnego Babilonu. Dużo czytamy o kazirodztwach i poczęciach bóstw stworzonych na podobieństwo samych Sumerów. Książka może i jest jakimś materiałem dla dalszych badań, ale zmagania z nią po jakimś czasie sprawiają, że zapominamy, o czym czytaliśmy, a i masa imion bogów i ważnych postaci staje się marą. 


   W tym zestawieniu powinna się znaleźć jeszcze jedna pozycja, ale na nią już poświęciłem całego posta o dłuższej treści, a przeczytacie o niej tu: Piotr Abelard - Rozprawy - i nic bardziej mylnego, ta pozycja należy do tych, na które szkoda tracić czas!

   Mam nadzieję, że merytorycznie nie narobiłem chaosu i zrozumiałe jest, że na te pozycje nie chciałem tracić zbytnio miejsca i rozpisywać się z zachwytem. Oczywiście piszę te miniantyopinie na szybko, spontanicznie, z tego co pamiętam i mam nadzieję, że tyle wystarczy. Bo szczerze - nie byłbym w stanie nic więcej napisać nawet na świeżo po przeczytaniu tych lektur.
   Zachęcam do ratowania lektur, ale i ratowania czytelników przed nudą! ;)



niedziela, 23 lutego 2020

Arystoteles - Etyka Nikomachejska, Etyka Wielka, Etyka Eudemejska, O Cnotach i Wadach

   Kolejny miesiąc mi zajęło przerabianie najważniejszych etycznych pism Arystotelesa. Ze względu na absorbujące lektury, jakimi są filozofie postanowiłem omówić za jakiś czas jeszcze jedną i odpocząć sobie od etyki. Tymczasem wracamy do tematu, jaki podjąłem na rzecz pewnego projektu, o którym gdzie indziej.



   Jedne z podstawowych dzieł rozważających etyczne zagadnienia. Początki poglądów moralnych. Arystoteles to chyba jeden z pierwszych autorów, który tak rozlegle opisuje ludzkie postawy moralne. Jeśli ktoś chce rozróżnić cechy charakteru od naturalnych skłonności bądź sztywno unormowanych konstruktów społecznych, warto sięgnąć po "Etykę Nikomachejską" i resztę pism etycznych. Niemniej błyskotliwa charakterystyka ludzkich cnót, skłania do przyglądnięcia się nam, by zrozumieć istotę cnotliwości. A przy okazji spis wszystkich cnót pomaga nam zauważyć, jakie cnoty na przestrzeni wieków zanikły, kształtując nas, jako niecnotliwych. Między starożytnością a czasami współczesnymi XXI wieku, wiele się pozmieniało także w etycznych sprawach, ale pewne stereotypy i schematy przytaczane przez Arystotelesa trwają po dziś dzień, co jest przerażające. Starożytność mogła być według niektórych zacofana i mieć zawężony punkt widzenia, ale dla sporej części myślicieli i naukowców Arystoteles będzie stale podstawą i wielu będzie się do niego odnosić. To wcale nie jest złe, aczkolwiek absurdalność niektórych założeń często równa się płytkom kuchennym. Osąd o mniej wartościowych kobietach względem mężczyzn lub, że tylko głupiec chciałby pozostać dzieckiem, a tym bardziej że dzieci nie są szczęśliwe, gdyż są nieświadome, uchodzi według mnie za paskudny andron, szpecący powagę dzieł pisanych przez Arystotelesa. Takie uwagi są niepotrzebne i nie wiem, co mają wnosić do tematów omawianych w dziełach. 
   Chociaż w kilku przypadkach Arystoteles podważa tezy swego mentora - Platona, to w kilku też jego tezy, jak to w wielu filozoficznych dziełach, są przypisy do Platona. Niemniej Arystoteles posiadał odmienny system. W  jego założeniach moralność doskonała opiera się na wypośrodkowaniu naszych zachowań względem zalet i wad. Słusznym wydaje się by umiar pomiędzy dobrem i złem, których da się posiadać za dużo, może być moralną doskonałością. Zastosowanie równowagi w naszych etycznych działaniach jest chyba najbardziej przystępny człowiekowi, a zatem i sprawiedliwy. Choć definicja sprawiedliwości u Arystotelesa nie jest do końca zrozumiała. W etykach Arystotelesa czuć zalążki kategorycznego imperatywu. Umiar umiarem, ale wartościowanie każdego jedną miarą, bez względu na pobudki i inne czynniki, wpływające na decyzje, czasem wbrew naszej woli i stwierdzanie, że coś jest czymś dlatego i kropka, to jakby generalizowanie. 
   Przykrym jest za to, że większość z nas według Arystotelesa jest złymi ludźmi. Analizując przykłady ludzkich zachowań, w oparciu o założenia Arystotelesa, wyszło mi, że jestem złym człowiekiem. Jest to przygnębiające, lecz nie ma co brać tego za pewnik, ponieważ nie wszyscy są tej samej miary. Obszerna charakterystyka przyjaźni także chce dać do zrozumienia przykrą rzecz, że nie ma prawdziwej przyjaźni, dla samego towarzystwa i dla bycia dla drugiej osoby lub by ta chciała być dla nas. Otóż według Arystotelesa przyjaźń opiera się na korzyściach. A właściwie jeden z rodzajów przyjaźni. Kiedy tych korzyści już nie ma, przyjaźń przestaje istnieć. Nawet przyjaźń dla samej przyjemności uznawana jest za korzyść. Brzmi płytko i kłóci się z poglądem, że przecież jednym z największych dóbr jest właśnie przyjemność. Również przyrównanie związku małżeńskiego do systemu państwowo - obywatelskiego, jest nie tyle płytkie ile absurdalne. Właśnie przez taki stereotyp ludzie stają się apatyczni. Bo przecież Arystoteles daje do zrozumienia, że w systemie moralnym nieważne są uczucia i nieważne są emocje, a jak już to trzeba je kontrolować. 
   "Etyka Wielka", "Etyka Eudemejska" i "O Cnotach i Wadach" mają być rozwinięciem "Etyki Nikomachejskiej" lecz autor tylko się powtarza tym, co zawarte w "... Nikomachejskiej". Owszem znajdziemy krótkie rozwinięcia, ale to wciąż to samo i zawartość może służyć do utrwalenia podziałów i opisów naszych postaw moralnych.
   Jeśli ktoś chce czytać te dzieła od deski do deski, niech przygotuje się na długą lekturę. Tym bardziej, jeśli czytaniu towarzyszyć będą rozmyślania i postanowicie zacząć od wstępów, plus skrupulatnie będziecie śledzić didaskalia. Bardzo ważna pozycja w dobytku filozofii, niestety mocno hamująca nas, jako ludzi.

Gatunek: Filozofia, Etyka
Rok: 1996
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Fryderyk Nietzsche - Jutrzenka. Myśli o przesądach moralnych

   W końcu pierwsza opinia w 2020. Długo mi zajęło przerabianie kolejnego materiału o moralności, który nie był typowo naukowym materiałem i o tym jak nietypowy był piszę poniżej:



   
  Niemieccy filozofowie mogą się poszczycić dużym dorobkiem intelektualnym i każdy z nich ma swoich następców tudzież sympatyków w swoim gronie niczym kiedyś filozofowie starożytnej Grecji. Tę sympatię możemy odczuć dzięki Nietzsche, gdy czytamy jego kolejne aforyzmy, w których jakby klepie przyjacielsko po tyłku kolejnych niemieckich filozofów, na Schopenhauerze kończąc. Niemniej Schopenhauer i tak lekko doznaje krytyki od Nietzsche. Natomiast najbardziej dostaje się Kantowi, co już weszło w krew każdego filozofa z Niemiec.
   Nietzsche jak wiemy, przyczynił się do powstania hitleryzmu, a właściwie jego poglądy źle zinterpretowane dały podwaliny powstaniu Trzeciej Rzeszy. Wszystkie fanatyczne poglądy, jakimi Hitler karmił swoje wojsko i wprowadzał do swego państwa, pochodzą wprost od Nietzsche.
   Czytając "Jutrzenkę" bardzo łatwo złapać kontakt pomiędzy Adolfem a Fryderykiem. Nietzsche nagminnie powtarza konteksty pojawiające się u Hitlera - rasa, bogowie, nadludzie. Często Nietzsche odnosi się do hinduskich i buddyjskich wierzeń. Podobnie Hitler z hinduskich wierzeń zaczerpnął swe logo w postaci swastyki, a także fenomenologię rasy aryjskiej. Co zapewne spodobało się Hitlerowi w sympatyzowaniu z filozoficzną drogą Nietzsche to jego mroczny i pesymistyczny styl pisania.
   W całej tej moralnej zupie, jaką nam serwuje Nietzsche, można doszukać się słuszności, podobnie jak u Schopenhauera. Różnica jest tylko w formie zapisu myśli. "Jutrzenka" to nie lektura na raz. Autor sam przyznaje, że należy tą książką się delektować, najlepiej na spacerze w ciszy i spokoju. Należy przechadzać się z tą książką niczym Hamlet po ogrodach swego królestwa i kontemplować nad każdym zdaniem. Słusznie! Bo ta książka będzie długo czytana. Nie jest to lektura, do której się nie wróci. To ciężka i wymagająca lektura, ale świetnie się ją czyta, ponieważ nie jest to sztywny naukowy język.
   Nietzsche był pisarzem doskonałym i można to zdefiniować po tym dziele. Każda myśl zapisana jest z poetyczną pieczołowitością, dlatego nad nimi dumamy, jakbyśmy czytali bardzo wciągający wiersz. Autor stara nam się przekazać, że poza filozofią istnieje jeszcze forma artystyczna, która może spoić poruszaną problematykę z wrażliwą strukturą kreatywności. Jednak pouczony przez doświadczenia i obserwacje, serwuje nam swe poglądy w mrocznej, pesymistycznej otoczce, którą można przyrównać prawie do nihilistycznej postawy, a w niektórych przypadkach, jego myśli zakrawają na solipsyzm.
   Moralizatorstwo uprawiane przez Nietzsche dla niektórych wyda się despotyczne, a dla innych słuszne, surowe i dyscyplinarne. Chociaż jego wrażliwe skłonności obnażają się przed nami, to nie ukrywa wytłumaczeń egoizmu natury ludzkiej. Nie tłumaczy jej w dosłownym znaczeniu, bo nie da się go wytłumaczyć, a raczej go ocenia i to w słuszny sposób. Nietzsche ocenia aż za bardzo, przez co jego posępność staje się oczywista. Gloryfikuje samotność i wcale nie namawia byśmy wołali do swych bratnich dusz o odnalezienie, a wręcz przeciwnie, uświadamia, że mamy się z tym pogodzić. Poprawia swych poprzedników na temat pobudek rządzących naszym moralnym postrzeganiem dobra i zła oraz wyklucza kategoryczny imperatyw Kanta. Jednak ewolucja poglądu etycznego od Schopenhauera do Nietzsche miała chyba przygotować nas do upadku moralnego, jaki panuje w obecnych czasach. Oczywiście wpływ na to miały także dalsze wydarzenia, lecz nie możemy obwiniać o to tylko Nietzsche, ponieważ o dziwo nakłaniał do miłości. Miłości, jako naturalna skłonność, nie jako przykazanie religijne. Podobnie znowuż jak Schopenhauer Nietzsche odrzuca wszelkie wierzenia popychające nas do czynienia dobra i chce wyjaśnić, że nie potrzebujemy wyimaginowanych bytów, by czynić wedle ich woli.
   To dzieło to poetyczny moralitet, lecz odbierajmy go w zgodzie ze swymi przekonaniami, zważając na błędne odczytanie tych, którym był inspiracją. To nie materiał dla badaczy naukowych, lecz dla myślicieli zagubionych w swych wyborach pomiędzy dobrem i złem. Miej zanadto pozytywnego nastawienia, by pesymizm płynący z "Jutrzenki" nie rozbudził w Tobie beznadziei.
Bo co jest bardziej moralne - prawda o chwiejności naszej natury, czy kłamstwa, by wiecznie myśleć jasno?

Gatunek: Filozofia, Etyka, Moralitet, Proza
Rok: 2010
Wydawnictwo: Visavis Etiuda

środa, 25 grudnia 2019

Piotr Abelard - (Rozprawy) Etyka, czyli Poznaj Samego Siebie

   Zgodnie z zapowiedzią w poprzednim poście będzie o książkach w tematyce etyki tudzież moralności. Tym razem sięgnąłem po coś, co nie pomogło mi racjonalnie i logicznie zrozumieć naturę ludzkiej moralności od strony zwykłych skłonności, za to od strony głębokiego średniowiecza teologicznego. Z nowym rokiem chcę wrzucić wpis o książkach przeczytanych w 2019, na które szkoda czasu. Ta pozycja powinna się tam znaleźć. Niestety wziąłem ją pod inną lupę i sens wywnioskowany, spod tej lupy muszę tu opisać.


   W poszukiwaniu naukowych pomocy do projektu o moralności natknąłem się na "Rozprawy" Piotra Abelarda. Dotąd ani ten filozof, ani ta pozycja nie byli mi znani. W rzeczonych "Rozprawach" znalazły się rozprawki teologiczne. Mnie interesowała jedynie "Etyka, czyli Poznaj Samego Siebie". Ponadto w zbiorze były jeszcze cztery rozprawki. Sam filozof pochodził z czasów średniowiecznych, natomiast egzemplarz "Rozpraw" wydano w 2001 roku za pośrednictwem wydawnictwa De Agostini w ramach serii "Arcydzieła Wielkich Myślicieli". Seria, swoją drogą, zawierała więcej tytułów znamienitych filozofów (Nietzsche, Kant, Fromm, Hume, Platon). Seria dzisiaj dostępna jedynie w internecie i w antykwariatach. Cena poszczególnych tomów waha się w granicach od 15 do 40 złotych. Ciekawostką jest, że najtańszym tomem jest właśnie ta pozycja. Cena nie przekracza nawet 10 złotych, co na książkę ponad sześciuset stronicową jest niebywałe. Wychodzi na to, że cena musi zgadzać się z wartością merytoryczną. Nie dziwne więc, że ten tytuł ma tak niską cenę, gdyż tutaj ta wartość jest niska, słaba i odpychająca. 
   Nie bez powodu mówimy o jakichś rzeczach przestarzałych lub słabej jakości, że coś jest średniowieczem. Może nie każdy był wtedy tak ograniczony, jednak średniowiecze kojarzy się trochę z ciemnotą. Ok, dziś też nie jesteśmy zbyt mądrzy, ale rzadko zdarza się, żeby jeszcze ślepo zawierzać wierze chrześcijańskiej. Abelard był także teologiem i jak przystało na tamte czasy, podpierał wszystko istnieniem Boga. Często przeczył sobie lub zawiłość jego wytłumaczeń prowadziła do wniosków niezgodnych z jego stanowiskiem. Jeśli chodzi o etykę, jest ona podpierana słowem Bożym, analizuje przykłady nieetycznych zachowań w większości poruszanych lub negowanych przez Pismo Święte, by w końcu uznać wszystko za grzech, tym samym w zawiły i mało wciągający sposób wyjaśnić problematykę grzechu. 
   Rozprawka "Etyka, czyli Poznaj Samego Siebie" ma jeden plus - jest krótka. Niemniej w połowie można stracić wątek, skupienie i co gorsza usnąć przy lekturze. Dla bardzo wnikliwego teologa może to być przydatny materiał, lecz człowiek w dzisiejszych czasach, szukający logicznych podstaw i wyjaśnień działania naszej moralności nie znajdzie tu nic ciekawego, poza tezami lekko zakładającymi hipokryzję katolików. Trzeba zresztą pamiętać, że są to poglądy średniowieczne. Dzisiaj trudno nam się z nimi zgodzić, ale można sprawdzić na czym opierały się ówczesne rozumowania moralne.

Gatunek: Filozofia, Teologia, Rozprawki
Rok: 2001
Wydawnictwo: De Agostini

poniedziałek, 16 grudnia 2019

Artur Schopenhauer - O Podstawie Moralności

   Zanim przejdę do meritum, chciałbym nadmienić, iż teraz na moim blogu pojawiać się będą książki tematycznie naukowe. Dokładnie będą to krótkie opinie w większości o filozoficznym kontekście tematyki moralnej. Jest to spowodowane poszukiwaniami źródeł do innego projektu zupełnie niezwiązanego z książkami. Chciałem jednak wykorzystać swoje blogowanie o książkach do podsumowań źródeł, do jakich będę docierał. Kto wie, może też Cię zainteresuję badaniem moralności? A może już sam poszukujesz pomocy naukowych w tym zakresie? Jeśli tak to zapraszam do czytania!



   Rozprawa Schopenhauera, o której mowa była odpowiedzią w konkursie Królewskiego Duńskiego Towarzystwa Naukowego w Kopenhadze w 1840 roku. Miała odpowiadać na pytanie: "Czy początek i podstawa moralności powinny być poszukiwane w idei moralności, danej bezpośrednio w świadomości i w innych pojęciach zasadniczych, pochodzących z tej idei, czy też w jakiejś innej zasadzie poznawania?". Bardzo rozbudowane pytanie - typowo dla filozofów i jak to z filozofią bywa lawiracje myślowe przy czytaniu takich rozpraw, nasuwają mnóstwo pytań ale i autorefleksji. Co do pytania Towarzystwa, trzeba przyznać, że było trudne dla samych myślicieli, którzy najwidoczniej zinterpretowali je po swojemu, ale nikt się nie zgłosił na konkurs poza Schopenhauerem.
   Nie udało się Schopenhauerowi wygrać, ponieważ chciał przedstawić swój system moralny. O dziwo w pewnych kwestiach słuszny, często despotyczny i dekadencki - to chyba już atut niemieckich filozofów (oczko do Nietzche). Dodatkowo chciał zaktualizować staroświecki pogląd na sprawy etyczne hejtując i mieszając z błotem "autorytety" w postaci Kanta (głównie), Platona, Hume'a i im podobnych. Towarzystwo nie było ślepe na obelgi, przez co uznano rozprawę za obrazoburczą. 
   Podobało mi się u Schopenhauera, że nie przyrównywał moralności do teologicznych, religijnych i wyznaniowych spraw co wpaja nam się od dziecka i żyję się w utartym bzdurnym schemacie. Schopenhauer stara się umotywować nam, że moralność wynika z wrodzonych skłonności, a nie z tablic zesłanych przez niewidzialny byt. Co do wyznań, Schopenhauer nie opiera swych argumentów tylko na chrystianizacji. Opisuje, iż wiele innych wyznań ma podobne zachowania etyczne, czasem takie same, ale każde wyznanie ma też swoje własne. Autor wykazuje pobudki, motywy i elementy moralności, lecz suma sumarum chcę nam chyba przekazać, że moralność w większości sytuacji i przypadków opiera się na negatywnym oddziaływaniu. Tak przynajmniej wynika z jego dekadenckich, ale chyba szczerze pragmatycznych wniosków.
   W zasadzie ta krótka rozprawka kieruje nas na poszukiwania naturalnej moralności i odrzucanie schematów, jakie powielamy z każdym pokoleniem. Poszukiwania niestety nie kończą się na Schopenhauerze i należy poznać jeszcze wiele teorii, by zrozumieć moralny upadek XXI wieku. Sięgając po Schopenhauera, zaczynamy badania chyba od środka. Aby zrozumieć jego zarzuty wobec Kanta, powinniśmy zacząć od Kanta. Natomiast żeby zrozumieć czym jest moralność, trzeba poznać więcej źródeł, a następnie, jeśli będzie to możliwe połączyć to, co poznaliśmy w całość. Bo przecież "Głosić moralność jest łatwo, uzasadnić trudno". 

Gatunek: Filozofia, Rozprawka
Rok: 1840 / 2019
Wydawnictwo: Visavis Etiuda